Witalis Ludwiczak Naprzód, choć burza huczy

Witalis Ludwiczak zalicza się bezsprzecznie do wąskiego grona osób, które nie tylko wniosły ogromny wkład w rozwój sportu wyczynowego, ale też osiągnęły niemałe sukcesy na polu naukowym. Porucznik Wojska Polskiego, dwukrotny olimpijczyk i pięciokrotny uczestnik mistrzostw świata ostatecznie poświęcił się pracy wykładowcy. Choć sam twierdził podczas swojego jubileuszu w 1980 r.: Nigdy nie chciałem zostać zawodowym sportowcem. Nie zamierzałem też robić kariery uniwersyteckiej1.

Gimnazjum Marii Magdaleny

O wielkiej miłości znakomitego prawnika do sportu niech świadczy jedna anegdota. Otóż pewnego dnia przyszedł do profesora na egzamin niezbyt dobrze przygotowany student (Jerzy Synowiec, dziś uznany adwokat i działacz klubu żużlowego Stal Gorzów Wielkopolski). W końcu Ludwiczak, poirytowany nikłą wiedzą indagowanego, zapytał: z jaką postacią ze sportu kojarzy się pańskie nazwisko?2. Student bez chwili zawahania odparł, że z Tadeuszem Synowcem, piłkarzem Cracovii i założycielem „Przeglądu Sportowego”. Na co prof. Ludwiczak odrzekł krótko: dostateczny. I taką ocenę wpisał do indeksu.

Urodził się 20 kwietnia 1910 r. w Poznaniu. Rodzina Ludwiczaków miała własne gospodarstwo rolne w okolicach Wrześni. Rodzice zdecydowali się jednak przenieść do Poznania. Ojciec Ignacy był krojczym, pracował w przedsiębiorstwie krawieckim Kaczmarek i S-ka, którego był współwłaścicielem3. Mama Konstancja zajmowała się domem i pięciorgiem dzieci.

Zarówno sam Witalis, jak i czwórka jego rodzeństwa: Rufina, Zdobysława, Kazimiera i Bogdan, mieli dość oryginalne imiona4. Ludwiczakom nie chodziło jednak o ekstrawagancję. Oboje byli zagorzałymi przeciwnikami germanizacji. Imiona dla swoich dzieci wybrali więc nieprzypadkowo w taki sposób, by nie dało się ich zniemczyć. W domu bardzo silne były tradycje patriotyczne.

Jeśliby wymieniać osoby, które miały wpływ na kształtowanie charakteru i osobowości małego Witalisa, to bez wątpienia kimś takim był jego stryj, ks. Antoni Ludwiczak. Duchowny był znanym w Wielkopolsce społecznikiem, w okresie zaborów organizował biblioteki i czytelnie oraz tajne nauczanie polskiego i historii. W tych prywatnych lekcjach uczestniczył również przyszły olimpijczyk. W domu stryja spotykał tak znaczących ludzi jak choćby Wojciech Korfanty5.

W 1920 r. Ludwiczak zaczął uczęszczać do państwowego Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Nie tylko poszerzał w nim wiedzę i uczył się myślenia. Szkoła była też miejscem, które wychowywało. Umiłowanie wiedzy i prawdy, życie bez obłudy i intryg to ów romantyzm Marii Magdaleny6.

Wychowankowie byli zobowiązani przestrzegać ustalonych zasad również poza murami szkoły, w życiu prywatnym. Stąd przerażenie i popłoch u Witalisa, gdy jedną z tych zasad złamał. Zdarzyło się to zimą, dwa, może trzy miesiące przed maturą, kiedy wbrew panującemu w szkole zakazowi poszedł z dziewczyną do kina. Sam Witalis barwnie to opisał w swoich wspomnieniach: Byłem wesół jak szczygieł. Panna bardzo mi się podobała. Przede mną film w uroczym towarzystwie. Naraz krew się we mnie ścięła. Dostałem szumu w głowie, w oczach mi się zakręciło. Wśród oczekujących na wejście na widownię stoi Dzeus [tak uczniowie nazywali dyrektora szkoły Dezyderego Ostrowskiego]7. Witalis kompletnie stracił grunt pod nogami i trzeźwość myślenia. Huknąłem na partnerkę, ciągnąc ją za rękę… chodźmy tam, pod ścianę… ustaw się tak, abym ja stał tyłem do oczekujących… jak zaczną wpuszczać – czekać!8

Po tych przedziwnych kombinacjach udało mu się – jak sądził – niezauważonym opuścić kino. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy następnego dnia został wezwany do gabinetu dyrektora. Był pewien, że jego kariera w szkole skończona, że teraz wyleci z uczelni. Tym bardziej że dyrektor zapytał go, czy lubi chodzić do kina… Odpowiadam jak pomylony: tak, ale to była moja kuzynka. Na to Dyzio: Ja się nie pytam o to, czy byłeś z siostrzanką, stryjanką lub wujanką. Mam do ciebie zaufanie i wiem, żeś na ulicy jej nie znalazł. Ale pamiętaj! Opuścisz niedługo tę szkołę, a kiedy spotkasz starego dyrektora i będziesz w towarzystwie kobiety, spójrz w jego stronę aby mógł ci się ukłonić9.

Podobnie jak zasady moralne, tak i nauka stała w gimnazjum na bardzo wysokim poziomie. Witalis zaś był znakomitym uczniem. Na świadectwie dojrzałości z 9 kwietnia 1929 r. z łaciny, greki, francuskiego, historii, fizyki, propedeutyki filozofii, przyrodoznawstwa i ćwiczeń cielesnych miał oceny bardzo dobre. Dostateczną ocenę dostał tylko z języka polskiego10.

W trakcie szkoły przez trzy lata Ludwiczak grał na pozycji bramkarza w juniorskiej drużynie poznańskiej Warty11. Kochał sport tak bardzo, że pragnął się realizować w różnych dziedzinach (chodziło głównie o lekką atletykę). Za zgodą ojca wstąpił w 1925 r. do Akademickiego Związku Sportowego. Chciał biegać na długie dystanse, ale miał wtedy zaledwie 15 lat, zaczął więc pokonywać krótsze trasy. Próbował też biegu na 400 m przez płotki, skoku wzwyż czy rzutu oszczepem12.

Największe sukcesy odniósł w hokeju na lodzie. Gdy zaczynał, ta dyscyplina nie była zbyt popularna w Polsce. Na łyżwach nauczył się jeździć już jako pięciolatek. Kiedy miał dziewięć lat, trenował jazdę figurową na lodzie. Szybko jednak zrezygnował. Po latach wspominał, że nie przypadło mu do gustu wdzięczenie się mężczyzn13. I już zawsze tak patrzył na tę dyscyplinę. W tym czasie w Polsce nie było odpowiedniego sprzętu ani torów do uprawiania szybkiej jazdy na łyżwach. Tenisista Przemysław Warmiński namówił więc Ludwiczaka na grę w hokeja. Witalis robił szybkie postępy i jako gimnazjalista został członkiem drużyny AZS Poznań14.

W kadrze narodowej i na olimpiadzie

W 1930 r. Witalis rozpoczął studia prawnicze na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. Egzaminy były wówczas bardzo trudne, nawet dla ucznia tak dobrego gimnazjum, jakie ukończył Ludwiczak. Pierwszy test zdał na ocenę dostateczną. Kolejne oceny były takie same. Nie obyło się też bez kilku poprawek (m.in. z prawa wekslowego). Na czwartym roku musiał przerwać studia, by odbyć służbę wojskową. Ostatecznie dyplom magistra prawa uzyskał w roku 193515.

Przez cały okres studiów z sukcesami uprawiał sport: wioślarstwo (w 1933 r. zdobył tytuł mistrza Polski w czwórkach bez sternika) i hokej na lodzie. W roku 1931 AZS Poznań zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Polski. To dało Witalisowi przepustkę do kadry narodowej, w której grał aż do wybuchu wojny. Występował na pozycji obrońcy, a równocześnie pełnił funkcję kapitana drużyny. W reprezentacji rozegrał 47 spotkań, w których strzelił 3 bramki16.

Jeszcze jako student Ludwiczak wystąpił na olimpiadzie w Lake Placid w 1932 r. Zmagania otwierał gubernator stanu Nowy Jork i późniejszy prezydent USA, Franklin Delano Roosevelt. Organizatorów zaskoczyła pogoda. Podczas zimowych igrzysk zabrakło… śniegu. Stąd wiele zawodów trzeba było przełożyć na inne terminy.

Ameryka zrobiła na polskich sportowcach ogromne wrażenie. Szczególnie we znaki dała im się ośmiodniowa podróż statkiem. Najbardziej cierpiał hokeista i chorąży polskiej ekipy Józef Stogowski. Doktor Stanisław Polakiewicz w „Przeglądzie Sportowym” opisywał to tak: Jęczał na cały okręt. Aż dwa razy zastrzykiwano mu morfinę. Reszcie też mało brakowało. Postanowiliśmy w przyszłości życzyć wrogom: jedź przez morze w zimie17.

Trudno więc się dziwić, że po zejściu na ląd wymęczeni chorobą morską polscy hokeiści nie byli w najlepszej formie. A mówiąc wprost: byli ledwo żywi. Podczas zawodów reprezentacja Polski niestety nie mogła się pochwalić sukcesami: zajęła na olimpiadzie czwarte, a więc ostatnie miejsce.

Zaprezentowaliśmy hokej europejski z najlepszej strony. Przegraliśmy cyfrowo, zwyciężyliśmy moralnie w sposób bezapelacyjny. […] Po meczu zaczepił mnie jakiś poważny jegomość Kanadyjczyk i oświadczył, że sam jako sędzia stwierdza trzecią bramkę ze spalonego i przy jego sędziowaniu byliby Polacy nigdy nie przegrali18.

Nieczysta gra Austriaków

Ludwiczak jeszcze raz wystąpił na olimpiadzie. IV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Garmisch-Partenkirchen w 1936 r. otwierał osobiście Adolf Hitler. O ile poprzednie zmagania zaskoczyły brakiem śniegu, o tyle tym razem było wręcz odwrotnie. „Przegląd Sportowy” z 8 lutego 1936 r. opisywał to tak: Od wczesnego rana poprzez metrowe zaspy śnieżne, wśród szalejącej śnieżycy brnęli na stadion olimpijski widzowie. […] Wreszcie drogę do stadionu zamknął wielki luksusowy pociąg: wysiadł z niego Adolf Hitler w otoczeniu kwiatu dostojników Rzeszy. […] Wśród szpalerów czarnych mundurów SS z karabinami w obu rękach defilował Kanclerz z odkrytą głową i zniknął w drzwiach Olimpia House19.

Polska drużyna hokejowa wygrała z Łotwą 9:2, ale to było jej jedyne zwycięstwo. Przegraliśmy z Kanadą 1:8 i Austrią 1:220. Ostatecznie ekipa zajęła trzecie miejsce w grupie. Porażka z Austrią wzbudziła wiele kontrowersji. W ostatnich sekundach meczu Polacy wyrównali, jednak sędzia utrzymywał, że bramka zdobyta przez Andrzeja Wołkowskiego padła nieprawidłowo. Dlatego punktu nie uznał.

Całe spotkanie przebiegało w bardzo gorącej atmosferze. Niestety dalekie było od tego, jak powinna wyglądać walka zgodnie z zasadami fair play. Austriacy grali brutalnie i nieprzepisowo, a mimo to sędzia Paul Loicq z Belgii taką postawę tolerował. Doszło nawet do tego, że Ludwiczak został uderzony kijem w twarz.

Stryj Witalisa, ksiądz Antoni Ludwiczak. Założyciel pierwszego w Polsce uniwersytetu ludowego, dyrektor Zarządu Głównego Towarzystwa Czytelni Ludowych. Aresztowany przez Gestapo w 1939 r., więzień obozów m.in. w Stutthofie i Dachau. Zginął w komorze gazowej w austriackim Hartheim
Fot. NAC

Gimnazjum im. św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Zdjęcie pochodzi z 1939 r.
Fot. NAC

Polscy wioślarze Henryk Budziński, Witalis Leporowski, Witalis Ludwiczak i Górski (od lewej) podczas mistrzostw Europy w Budapeszcie w 1933 r.
Fot. NAC

Stadion w Lake Placid (1932 r.)
Fot. NAC

„Przegląd Sportowy” (nr 13, 13 lutego 1932 r., s. 6) o przegranej polskich hokeistów
Fot. Zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie

Drużyna polskich hokeistów przed meczem Polska – Szwecja w Katowicach. Witalis Ludwiczak – pierwszy od lewej. Grudzień 1937
Fot. NAC

W niemieckiej niewoli

Po ukończeniu studiów Witalis nadal był związany ze sportem. Przy wyborze pracy kierował się tym, czy w danej miejscowości jest… lodowisko. Tak właśnie trafił do Katowic. Od listopada 1936 r. pracował w tamtejszym magistracie. Młody prawnik był pozytywnie oceniany, co przyniosło mu kolejne awanse: najpierw na funkcjonariusza miejskiego, potem na asesora miejskiego i w końcu na radcę miejskiego. Ludwiczak polubił Katowice do tego stopnia, że zaczął się posługiwać gwarą. Udzielał się też w radiu, publikował w „Przeglądzie Sportowym” i „Sporcie Polskim”21.

W 1936 r. ożenił się z Ireną Kamińską. Związek nie przetrwał długo, a sam olimpijczyk rzadko o nim wspominał. Nie odnotował też tego faktu w żadnym powojennym kwestionariuszu. Zapewne z uwagi na powód rozstania wolał zapomnieć, że miał żonę. Ta wniosła bowiem pozew o rozwód po tym, jak przebywający w oflagu mąż nie zgodził się na podpisanie volkslisty. Niemiecki sąd orzekł o rozwiązaniu małżeństwa z przyczyn niezgodności rasowej22.

Ludwiczak walczył w 2. Batalionie Oświęcimskim 73. Pułku Piechoty. Do niemieckiej niewoli trafił już 20 września. Jeńcem Oflagu II C w Woldenbergu pozostał do końca wojny23. Nie mógł walczyć, ale mógł w inny sposób działać na rzecz państwa polskiego. Na swój sposób. Nawet w obozie nie zrezygnował ze sportu.

Zgodnie z konwencją genewską jeńcy w oflagach nie pracowali. Mieli sporo wolnego czasu. Niemcy dopuszczali możliwość działalności sportowej, jednak podlegała ona kontroli. Powstawały więc komisje sportowe i rady wychowania fizycznego czuwające nad wszystkim. Zakładano kluby zrzeszające poszczególnych zawodników, które stawały do rywalizacji – było to coś na kształt mistrzostw obozu w różnych dyscyplinach24.

Na początku sprzęt i stroje dostarczali rodzina i znajomi. Gdy wprowadzono zakaz uprawiania sportu w Generalnej Guberni, zajmowały się tym Międzynarodowy Czerwony Krzyż i stowarzyszenia YMCA. Organizacje te przysyłały stroje, piłki, rękawice bokserskie i sprzęt lekkoatletyczny. Budową boisk i hal sportowych zajmowali się więźniowie. Musieli jednak mieć zgodę niemieckiego kierownictwa obozu, a po pracy zwrócić używane do budowy narzędzia. Byli z tego drobiazgowo rozliczani25.

W obozie razem z Ludwiczakiem przebywała spora grupa sportowców, w tym olimpijczyków. W ich głowach zaświtał pomysł, by zorganizować jenieckie igrzyska. Odbyły się one w 1944 r. pod nazwą „Rok Olimpijski w Obozie II C”. Zgłosiło się 369 zawodników ze wszystkich 6 działających wtedy klubów. Uczestnicy mieli do wyboru 16 konkurencji: piłkę nożną, ręczną, koszykówkę, siatkówkę, boks oraz lekką atletykę. Dodatkowo zorganizowano turniej szachowy.

Zawody zakończyły się 13 sierpnia 1944 – ze względu na trwające w Warszawie Powstanie uroczystość była cicha i skromna – odprawiono Mszę Świętą, a na boisku wręczono dyplomy i nagrody dla zwycięzców i sędziów. Na koniec opuszczono flagę olimpijską26.

Uczył kilka pokoleń prawników

Po wyzwoleniu obozu w styczniu 1945 r. Ludwiczak przedostał się do rodziny w Krakowie. Tam zgłosił się na Uniwersytet Jagielloński. Bardzo chciał dokończyć rozpoczęty przed wojną przewód doktorski. W maju dostał posadę asystenta na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. W marcu 1946 r. obronił zaś doktorat na podstawie rozprawy „Zlecenia kredytowe”. W kwietniu 1950 r. został adiunktem27. Już na początku swojej kariery naukowej napotykał trudności z publikacją tekstów. Redakcja „Państwa Prawa” odrzuciła jego pierwszy artykuł z zakresu prawa międzynarodowego, pisząc w uzasadnieniu: Autor nie czyni głębszych prób oświetlenia marksistowskiego, nie wyjaśnia należycie charakteru politycznego, klasowego tej instytucji prawnej […]. Autor w jednym szeregu stawia wychodzących oczywiście z różnych pozycji autorów radzieckich (Łunca) i burżuazyjnych (jak Bartin)28.

Przez długi czas Ludwiczak godził obowiązki wykładowcy i prawnika. Nie chciał jednak pozostać w sądownictwie. W końcu złożył wniosek o zwolnienie, by móc całkowicie poświęcić się pracy naukowej i dydaktycznej. Z biegiem lat zdobywał kolejne, coraz wyższe stopnie naukowe. Tytuł profesora zwyczajnego uzyskał w 1969 r.

Specjalizował się w prawie prywatnym i cywilnym. W tych dziedzinach był jednym z najwybitniejszych specjalistów w Polsce, bardzo wysoko cenionym również za granicą. Zaproszono go do prowadzenia wykładów na uniwersytecie w Genewie. W ciągu całej swojej kariery akademickiej opublikował 60 prac naukowych.

Pod koniec lat 40. założył rodzinę. Ożenił się z Wiesławą Węgrzynowicz. Małżeństwo miało dwie córki: Annę i Ewę. Ludwiczak cały czas był aktywnym działaczem sportowym. Przez wiele lat pełnił funkcję prezesa poznańskiego AZS-u. Wspólnie z Kazimierzem Osmańskim trenował reprezentację polskich hokeistów, którzy na mistrzostwach świata w RFN-ie w 1955 r. zajęli siódme miejsce29.

Wielokrotnie odznaczano go za zasługi: Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Medalem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Witalis Ludwiczak zmarł 17 czerwca 1988 r., czyli w dniu rocznicy swego ślubu. Zdążył jeszcze rano oddać do druku maszynopis piątego wydania swojego największego dzieła, podręcznika Międzynarodowe prawo prywatne, z którego korzystało kilka pokoleń polskich prawników. Podczas jubileuszu z okazji odejścia Ludwiczaka na emeryturę w 1980 r. zapytano go: I co dalej, dostojny jubilacie?. Olimpijczyk rzekł: Odpowiedź jest prosta. Iść dalej naprzód, choć burza huczy wokół nas30.

Odznaka 73. Pułku Piechoty
Fot. Wikipedia

Fragment pocztówki „Rok Olimpijski 1944”
Ze zbiorów Jacka Kosmali

„Międzynarodowe prawo prywatne” – najważniejsza pozycja w dorobku naukowym Witalisa Ludwiczaka
Fot. Archiwum

Grób Witalisa Ludwiczaka na cmentarzu parafialnym na Górczynie w Poznaniu
Fot. Wikipedia

Przypisy:

1 W. Szafrański, Witalis Ludwiczak – prawnik z olimpijskim paszportem, Poznań 2004. Przemówienie to (nigdy nie ukazało się w druku), napisane przez Witalisa Ludwiczaka, znajduje się w archiwum PAN w Poznaniu.
2 R. Nawrot, Jaki był sport w międzywojniu? Miał wychowywać w duchu państwowo-narodowym, „Gazeta Wyborcza”, 12 maja 2017 r., poznan.wyborcza.pl/poznan/7,
105531,21796972,kiedy-sport-stal-sie-wazny.html [data dostępu: 28 marca 2018 r.].
3, 4 W. Szafrański, op. cit., s. 7.
5 S. Sołtysiński, Profesor Witalis Ludwiczak (1910–1988), „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny”, R. 51: 1989, z. 1, s. 37.
6, 7, 8, 9 W. Ludwiczak, Wspomnienia z ławy szkolnej [w:] Gimnazjum i Liceum Ad Sanctam Mariam Magdalenam w Poznaniu. Zjazd wychowanków z okazji 415 rocznicy założenia szkoły, 11–12 listopada 1988 r., Poznań 1988, s. 66–67.
10 W. Szafrański, op. cit., s. 12.
11 R. Wryk, Witalis Ludwiczak – olimpijczyk, społecznik, uczony (1910–1988) [w:] Polska kultura fizyczna w czasach zaborów i Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 2002, s. 340.
12 W. Szafrański, op. cit., s. 13.
13 W. Ludwiczak, Moja droga do AZS-u [w:] Akademicki Związek Sportowy (1908–1983). Wspomnienia i pamiętniki, Poznań 1985, s. 249–250.
14, 15 W. Szafrański, op. cit., s. 14, 17.
16 Polski Komitet Olimpijski, Biografie, Ludwiczak Witalis, www.olimpijski.pl/pl/bio/1320,ludwiczak-witalis.html [data dostępu: 28 marca 2018 r.].
17, 18 S. Polakiewicz, Pierwsze dni hokeistów w Ameryce, „Przegląd Sportowy”, nr 13, 13 lutego 1932 r., s. 5–6.
19 S. Rothert, Barwna defilada 28 narodów, „Przegląd Sportowy”, nr 12, 8 lutego 1936 r., s. 2.
20 K. Szujecki, Życie sportowe w Drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2012, s. 169.
21 W. Szafrański, op. cit., s. 19–20.
22 W. Szafrański, op. cit., s. 23–24.
23 W. Szafrański, op. cit., s. 21.
24, 25 A. Fietkiewicz-Zapalska, Sport w obozach jenieckich [w:] Sport za drutami (1939–1945), Warszawa 2015, s. 9–10.
26 A. Fietkiewicz-Zapalska, Oflag II C Woldenberg – organizacja sportu, Warszawa 2015, s. 17–18.
27, 28 W. Szafrański, op. cit., s. 26–28.
29, 30 K. Szujecki, op. cit., s. 170.