Tadeusz
i Wacław
Gebethnerowie
Szlachetne
serca

Z lewej: Wacław Gebethner, z prawej: Tadeusz Gebethner w koszulce Polonii Warszawa.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna

Nie można pominąć milczeniem tak rzadko spotykanych obecnie zalet, jak szlachetność i wysoka etyka postępowania, chodzenie prostemi drogami, szczerość i brak […] perfidji w postępowaniu i politykierstwa […], zdolność do wielkich, na pierwszy rzut oka niezrozumiałych i niewytłumaczonych wyczynów1 – tak „Przegląd Sportowy” opisywał charakter klubu Polonia Warszawa, który w 1925 r. obchodził swoje formalne dziesięciolecie2. Każdy, kto pozna losy współzałożycieli klubu – braci Tadeusza i Wacława Gebethnerów – przyzna, że takimi samymi słowami można by opisać ich życiową drogę i wartości. Pozostali im wierni do końca.

Drużyna Polonii ok. 1916 r. Pierwszy z prawej klęczy Tadeusz Gebethner. Pierwszy z lewej siedzi jego brat Wacław.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

W czarnej koszuli

– Kto napisał Balladynę? – zapytano ucznia szkoły średniej.
– Gebethner i Wolff! – padła odpowiedź3.

Ta anegdota z lat 30. wiele mówi o pozycji domu wydawniczego Gebethnera i Wolffa w przedwojennej Polsce. Byli to wydawcy najważniejszych dzieł literackich i popularnych serii, właściciele sieci księgarń w licznych polskich miastach – twórcy jednej z najbardziej rozpoznawalnych ówczesnych marek4. Kiedy Jan Robert Gebethner (1860-1910), współwłaściciel wydawnictwa, poprosił o rękę Marię Herse, współwłaścicielkę ekskluzywnego warszawskiego Domu Mody Bogusława Hersego, Warszawa musiała wstrzymać oddech. A gdy pojawiły się dzieci, wielu z pewnością zadawało sobie pytanie: czy można lepiej się urodzić?

Tadeusz przyszedł na świat 18 listopada 1897 r., a Wacław – 26 stycznia 1899 r. Od małego jakby uparli się, by udowodnić, że dokonają wielkich rzeczy nie tylko z racji dobrego urodzenia, ale przede wszystkim dzięki talentowi i ciężkiej pracy. Ukończyli dobre warszawskie szkoły, jednak co najmniej tyle samo uwagi co nauce poświęcali sportowi. Pasję przekazał im prawdopodobnie najstarszy z rodzeństwa, Jan. Chłopcy zorganizowali drużyny w ramach Warszawskiego Koła Sportowego. I choć za debiutancki mecz „pierwszej Polonii” uważa się spotkanie z Koroną na Agrykoli – 19 listopada 1911 r., to do sformalizowania działalności klubu doszło dopiero niemal cztery lata później. W warszawskim domu Gebethnerów zebrała się grupa zawodników, którzy na prezesa wybrali Tadka – choć nie miał jeszcze 18 lat!5 W 1917 r. pierwszym oficjalnym klubowym adresem stał się lokal przy ul. Zgody, ofiarowany przez Marię Gebethnerową – kobieta tak mocno wspierała sportowe pasje synów, że dziennikarze określili ją mianem „przezacnej matki duchowej klubu”6.

Możemy sobie wyobrazić dolę takiego klubu […], gdy o zrozumieniu sportu nie było jeszcze mowy, kraj był pod okupacją, a ciężkie czasy wojny dawały się we znaki – pisano kilkanaście lat później we wspomnieniach. – Jednak młody klub pracuje intensywnie i zwalcza przeszkody. Pierwszym jego prezesem jest p. T. Gebethner, a dzielnie z nim współpracuje cały zarząd i członkowie klubu7.

Piłkarze od 1913 r. występowali w charakterystycznych czarnych koszulach, które na zawsze miały pozostać symbolem klubu. Tadeusz i Wacław zdali maturę, rozpoczęli studia. Spędzali dużo czasu na boisku, a młodszy z braci pielęgnował także swój talent lekkoatletyczny (tą dysycypliną zajmowali się także Jan i Tadeusz). Pierwsze sukcesy Wacław odniósł na zawodach lekkoatletycznych z okazji I Zjazdu Polskich Zrzeszeń Sportowych i Gimnastycznych we wrześniu 1918 r. – na kilka tygodni przed odzyskaniem niepodległości przez Polskę8. W roku 1920 przygotowywał się do mistrzostw kraju zaplanowanych na lipiec we Lwowie. Przede wszystkim był to jednak czas walki o utrzymanie dopiero co odzyskanej wolności.

Siedziba firmy Gebethner i Wolff, 1907 r.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Reklama Domu Mody Bogusława Hersego z początku XX w.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Założyciele KS Polonia, 1915 r. W środku siedzi Tadeusz Gebethner. Pierwszy z lewej stoi jego brat Wacław.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

Szlak bojowy 24. Pułku Ułanów, w którym walczył Wacław Gebethner. Ilustracja zamieszczona w książce Stanisława Broczyńskiego Zarys historji wojennej 24-go pułku ułanów, Warszawa 1929.
Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

Szlak bojowy 5. Pułku Ułanów Zasławskich, w którym walczył Tadeusz Gebethner. Ilustracja zamieszczona w książce Tadeusza Nowińskiego Zarys historji wojennej 5-go Pułku Ułanów Zasławskich, Warszawa 1929.
Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

Znaczek Powstania Śląskie.
Źródło: Poczta Polska S.A.

W mundurze

Latem 1920 r. Polskę pokrywała łuna pożarów. Sytuacja na froncie była dramatyczna. 14 lipca Armia Czerwona zajęła Wilno, kilka dni później – Grodno. Mimo trwającej wojny polscy biegacze, skoczkowie i miotacze „na wyraźne żądanie dowódcy okręgu generalnego lwowskiego” mieli rywalizować o tytuł mistrza kraju9. Najlepsi mogli być pewni wyjazdu na igrzyska olimpijskie w Antwerpii – pierwsze w historii niepodległej Polski. Wacław Gebethner należał do faworytów i nie zawiódł nadziei. W biegu 4 × 100 m wspólnie z kolegami z Polonii zdobył złoto. Do Antwerpii jednak nie pojechał, bo wówczas – jak pisano w odniesieniu do zawodników Polonii – „[wszystko,] co żyło, stanęło w szeregach walczących”10.

Wacław został przydzielony do 214. Pułku Ułanów – prawdopodobnie dlatego, że punkt koncentracji wyznaczono we Lwowie, gdzie chwilę wcześniej Gebethner brał udział w mistrzostwach. Pułk walczył na Zamojszczyźnie, Wołyniu i środkowej Litwie. 21-letni porucznik Wacław Gebethner uczestniczył m.in. w bitwie pod Zaglinkami 12 września 1920 r. Podczas tego boju […] chwalebnie wykazał silną wolę dowódcy w wykonaniu powierzonego mu zadania – opisywano po latach. – Oto, jako dowódca plutonu 4-go szwadronu, otrzymał samodzielne zadanie zajęcia jedynego mostu na grobli i uniemożliwienia przejścia tą drogą nieprzyjacielowi. Wykonywując otrzymane zadanie, został nagle zaskoczony z boku przez przeważającego nieprzyjaciela, jednakowoż zajętego stanowiska nie oddał, broniąc go do ostatnich sił. Utrzymał on pozycję do przyjścia pomocy 2-go szwadronu i, mimo że podczas boju sam odniósł ciężką ranę w nogę, osobiście kierował plutonem do końca11. Opisany czyn bojowy sprawił, że Wacława Gebethnera odznaczono Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari za wojnę 1918–1920.

Starszy z braci miał wtedy za sobą niemal dwa lata służby wojskowej. Do Polskich Sił Zbrojnych przystąpił w październiku 1918 r. Odbył kurs wyszkolenia kawalerii. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej służył w 5. Pułku Ułanów Zasławskich, z którym przeszedł cały szlak bojowy – aż do października 1920 r. Po drodze, na linii rzeki Horyń, niespełna 23-letni ułan Tadeusz odznaczył się w boju podczas zdobywania ważnego węzła kolejowego Sarny12.

Jego frontowa misja nie zakończyła się wraz z pokonaniem bolszewików. Po demobilizacji razem z kolegami z Polonii Warszawa Tadeusz wyjechał na Górny Śląsk, by wziąć udział w propagandzie na rzecz Polski przed plebiscytem mającym zdecydować o przynależności tego terenu. Na Śląsku angażował się w tworzenie klubów, piłkarze wydawali też polską prasę13.

Lekkoatleci Polonii we Lwowie, lipiec 1920 r. Pierwszy z prawej Wacław Gebethner, drugi z lewej Jan Loth.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

„Zespół zdolnych dyletantów”

Mimo ciężkich obrażeń wojennych Wacław Gebethner kontynuował karierę lekkoatlety. Po roku od swojego najważniejszego sukcesu wrócił do Lwowa po kolejne laury, dla odmiany w skoku w dal i trójskoku. Zdobył dwa srebrne medale. To był ważny rok dla Polonii Warszawa – w 1921 r. piłkarska drużyna sięgnęła po tytuł wicemistrza kraju! O jej charakterze dużo mówi nieco kąśliwy komentarz „Przeglądu Sportowego”: Jakkolwiek drużynę Polonii nazwać można raczej zespołem zdolnych dyletantów, która siłę swą opiera nie na technice i zespołowym rozumieniu gry, lecz na szybkości, temperamencie i pysznych walorach fizycznych, to jednak przyznać należy, że jest ona przeciwnikiem groźnym dla każdego bez wyjątku klubu krajowego czy nawet zagranicznego. W 1925 r. Tadeusz miał już na koncie 137 meczów, a Wacław – 77 spotkań i 21 bramek (10. miejsce na liście klubowych strzelców)14.

Zawodnicy Polonii podczas wyjazdu do Pardubic, 1922 r. W środku, z beretem w ręce, siedzi Tadeusz Gebethner. Pierwszy z prawej siedzi jego brat Wacław.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

Piłkarze Polonii przed meczem z Łódzkim Klubem Sportowym, 1922 r. Pierwszy od prawej klęczy Tadeusz Gebethner.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

Gebethnerowie nigdy nie chcieli być klubowymi figurami, działaczami przywiązanymi do stołka. Podobnie jak klubowi koledzy, grali dla ukochania piłki nożnej, dla chęci wyładowania nadmiaru drzemiącej w nich energji, dla dogodzenia namiętnościom, dlatego że grać lubią, czy przywykli, nawet dla poklasku – ale żaden z nich nie wstępował z pewnością na boisko z myślą, że mecz przyniesie mu teraz, czy później, jakoweś zyski materjalne. […] [Klub] psychicznie nie pozbawił się owej młodzieńczości, co „nad poziomy wylata”, i idealnego zapału, który wątłemi rękami kilkunastu młodzieńców w r. 1915 potrafił stworzyć klub, będący dziś jedną z najpotężniejszych tego rodzaju organizacji w Polsce – przyznawał „Przegląd Sportowy”15.

Afisze z lat 20.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Bracia księgarze

Stosując współczesne kryteria, trzeba by powiedzieć, że bracia bardzo wcześnie zakończyli kariery – Tadeusz miał zaledwie 28 lat, gdy zawiesił buty na kołku (choć wiadomo, że później grywał jeszcze w oldboyach). Druga połowa lat 20. i kolejna dekada były czasem, kiedy realizowali się zawodowo. Włączyli się w działalność firmy Gebethner i Wolff – Tadeusz w zarządzie odpowiadał za hurt, a Wacław został redaktorem popularnego „Tygodnika Ilustrowanego”. Obydwaj pełnili ważne funkcje w centrali Związku Księgarzy Polskich. 0d 1925 r. Gebethnerowie wydawali „Przegląd Sportowy”.

Byli duszami towarzystwa, obracali się w kręgach warszawskich literatów i elit artystycznych. Tadeusz razem z żoną, słynącą z wielkiej urody Alicją, często gościli w popularnym Yacht-Clubie; Wacław współpracował z artystami jako autor tekstów piosenek. W 1936 r. napisał kilka zwrotek „smutnego walca”, jak popularnie nazywano piosenkę Zjawią się wspomnienia. Dziś jej tekst uznać można za ponurą przepowiednię dalszych losów rodziny Gebethnerów:

Kiedyś musi przyjść
Ten smutny dzień
Gdy to, co dziś łączy nas
Los rozerwie, a może czas
[…]
Za dzień, za dwa lub trzy
Już gdzieś ulecą w dal
Dziecinne nasze sny
[…]
Za oknami wiatr
Już daje znak
Że szczęścia krótkie dni
W dal ulecą, jak nocne mgły16

Okładka popularnego przed wojną „Tygodnika Ilustrowanego” – pisma wydawanego przez Wacława Gebethnera.
Źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

Alicja Gebethner podczas rajdu samochodowego kobiet na trasie Warszawa–Zakopane, 1929 r.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Portret Wacława Gebethnera.
Źródło: Archiwum Cyfrowe Polonii Warszawa

Grobowiec rodziny Herse i Gebethnerów na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Źródło: domena publiczna

Znaczek Polacy ratujący Żydów.
Źródło: Poczta Polska S.A.

Ostatnia wojna

We wrześniu 1939 r. obydwaj bracia wzięli udział w wojnie obronnej. Wacław walczył w szeregach 24. Pułku Ułanów; po klęsce udało mu się przedostać do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii. Tadeusz służył w 102. Pułku Ułanów, który wspierał obronę Grodna przed Sowietami. Jednostka została internowana w Rakiszkach na Litwie. Tadeusz zdołał zbiec z obozu, a następnie także pomóc w ucieczce kolejnym oficerom17.

Pożegnanie oficerów 24. Pułku Ułanów udających się na kurs cichociemnych. Pierwszy z lewej por. Wacław Gebethner. Wielka Brytania, maj 1943 r.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W 1940 r. Tadeusz przebywał w Wilnie, gdzie przystąpił do Związku Walki Zbrojnej. Później wrócił do Warszawy. Pracował w rodzinnym wydawnictwie, a jednocześnie działał w podziemiu. Latem 1942 r. w jego mieszkaniu przy ul. Śniadeckich 23 zjawiły się dwie Żydówki – Ludwika Abrahamer z 12-letnią córką Aliną, które uciekły ze Skawiny przed transportem do Bełżca. Do Gebethnera skierował je znajomy pracownik krakowskiej księgarni. Tadeusz, ryzykując życie, zaprosił Ludwikę i Alinę do swojego mieszkania. W każdym pokoju mieszkał ktoś z jego przyjaciół, któremu dał schronienie. I jeszcze jedno powiedział, czego nie zapomnę: czujcie się, panie, jak u siebie w domu18.

Po kilku tygodniach dołączył do nich mąż Ludwiki – Solomon. Tadeusz pomógł mu zdobyć fałszywe dokumenty, a kiedy mężczyzna zachorował, sprowadził chirurga, który przy świecach przeprowadził operację okulistyczną i uratował pacjentowi wzrok. Abrahamerowie spędzili u Gebethnera dwa lata. W międzyczasie Tadeusz ocalił ich po raz kolejny, wpłacając gigantyczną łapówkę, gdy po anonimowym donosie zostali zatrzymani przez granatową policję.

Wiosną 1944 r. Gebethner pomógł żydowskiej rodzinie przedostać się na Węgry, gdzie udało im się przeżyć wojnę. Sam zaś przygotowywał się do Powstania Warszawskiego. Pod pseudonimem Gustaw służył w 3. batalionie pancernym. Dowodził atakiem na obiekty, które były mocno bronione przez Niemców, m.in. Kraftfahrpark i Szpital Dzieciątka Jezus. Odważny i nieustępliwy, został kilkukrotnie ranny. Konieczna była najpierw amputacja ręki, a następnie nogi. Po kapitulacji powstania Tadeusz trafił do stalagu Altengrabow i wkrótce zmarł. Wacław Gebethner przeżył wojnę. Zmarł w 1959 r. w Komorowie.

Kilkadziesiąt lat po śmierci Tadeusza Gebethnera uratowana przez niego żydowska dziewczynka wystąpiła o uhonorowanie bohatera tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata19. Został on przyznany 21 października 1981 r., a ceremonia w Yad Vashem z udziałem Alicji i Ludwiki odbyła się 25 kwietnia 1983 r. Nigdy nie zapomnimy Tadeusza Gebethnera, tego szlachetnego człowieka, który uratował życie moje i męża. Kto jeszcze okazał tak wiele serca, tak głębokiego człowieczeństwa, tyle dobrej woli i bezinteresowności? Kto bardziej niż on zasługuje na wieczną wdzięczność i drzewko w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie? – mówiła Ludwika Abrahamer20.

Uroczystość sadzenia drzewa oliwnego ku czci Tadeusza Gebethnera w Ogrodzie Sprawiedliwych w Instytucie Yad Vashem, 25 kwietnia 1983 r.
Źródło: zbiory Yad Vashem (M.31.2/2127)

Przypisy:

1 Jerzy Grabowski, Jubileusz Polonji Warszawskiej 1915–1925, „Przegląd Sportowy”, nr 36/1925, s. 5.
2 W rzeczywistości Polonia swój pierwszy mecz rozegrała 19 listopada 1911 r., jednak zarejestrowanie klubu o takiej nazwie nie było możliwe na terenie zaboru rosyjskiego. Drużyna w latach 1911-1915 działała więc nieformalnie.
3 „Balladyna” Gebethnera, „Głos Narodu”, nr 198/1938, s. 4.
4 Andrzej Dworak, Pozostały książki i wspomnienia, https://polskatimes.pl/pozostaly-ksiazki-i-wspomnienia/ar/112139, dostęp: 19.03.2020 r.
5 Legendy Polonii Warszawa – Tadeusz Gebethner, http://1911.pl/legendy/gebethner.php, dostęp: 19.03.2020 r.
6 Jerzy Grabowski, Jubileusz Polonji, s. 7.
7 J.S.B., Dziesięć lat dobrej służby. Jubileusz Polonii, „Stadjon”, nr 37/1925, s. 8.
8 Jerzy Grabowski, Jubileusz Polonji, s. 10.
9 Lekkoatletyczne zawody o „Mistrzostwo Polski”, „Gazeta Warszawska”, nr 191/1920, s. 4.
10 J.S.B., Dziesięć lat dobrej służby, s. 8.
11 Stanisław Broczyński, Zarys historji wojennej 24-go pułku ułanów, Warszawa 1929, s. 18–19.
12 Tadeusz Nowiński, Zarys historji wojennej 5-go Pułku Ułanów Zasławskich, Warszawa 1929, s. 19.
13 Legendy Polonii Warszawa – Tadeusz Gebethner, http://1911.pl/legendy/gebethner.php.
14 Jerzy Grabowski, Jubileusz Polonji, s. 5, 9.
15 Tamże, s. 5.
16 Zjawią się wspomnienia, słowa: Wacław Gebethner, https://staremelodie.pl/piosenka/1011/Zjawia_sie_wspomnienia,
dostęp: 19.03.2020 r.
17 Legendy Polonii Warszawa – Tadeusz Gebethner, http://1911.pl/legendy/gebethner.php, dostęp: 8.06.2020 r.
18 Tamże.
19 The Game of His Life, https://www.ifcj.org/news/fellowship-blog/the-game-of-his-life-2/, dostęp: 8.06.2020 r.
20 Łukasz Chmielewski, Historia Tadeusza Gebethnera, https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/historia-tadeusza-gebethnera, dostęp: 8.06.2020 r.