Józef Lange Żelazny
Józio

Warszawa, pierwsze lata XX w. Mały Józek całe dnie spędza na warszawskich Dynasach. Panowie z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów lubią tego dzieciaka, pożyczają mu nawet wędkę, by mógł łowić rybki w stawie, wokół którego biegnie tor ziemny. Ale tym, co Józka naprawdę interesuje, są wyścigi rowerowe. Chłopiec żałuje, że sam nie może w nich uczestniczyć, bo wysłużony rower ojca właśnie się rozpadł. Na szczęście Feliks Lange podziela kolarską pasję syna. W końcu kupi mu rower wyścigowy. Nie będzie nawet przypuszczał, że ten ojcowski gest przyczyni się do tak wielkiego sukcesu – pierwszego w historii medalu Polaków na igrzyskach olimpijskich.

Członkowie Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów z sekcji wędkarskiej przy sadzawce na Dynasach, 1901 r.
Źródło: zbiory dr. Roberta Gawkowskiego

Służba na rowerze

Józef Lange urodził się 16 marca 1897 r. i w zasadzie jeszcze przed przyjściem na świat był na rower skazany. Jego ojciec Feliks, właściciel zakładu garbarskiego, należał do zapalonych cyklistów. Zanim poślubił Weronikę, matkę Józefa, zapisał się do jednej z najstarszych warszawskich organizacji sportowych – Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, które swoją siedzibę miało na Dynasach (rodzinna garbarnia powstała poźniej zaledwie kilkaset metrów dalej). Feliks Lange początkowo jeździł na bicyklu, później wraz z kolegą sprowadził rowery z Anglii. To właśnie na jednym z nich początkowo ścigał się Józek.

Około 1914 r. nastolatek zaczął bardziej profesjonalne treningi na torze. W związku z wybuchem I wojny światowej wielu kolarzy zostało powołanych do wojska, a Józek z kolegami zapisał się do Czerwonego Krzyża. Dyżurował na dworcach kolejowych, pomagał, jak umiał. Kiedy wojska rosyjskie opuściły Warszawę, wstąpił do Straży Obywatelskiej tak jak większość członków Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów i stołecznego Sokoła. Służbę pełnił – nie mogło być inaczej – na rowerze, w ramach lotnych patroli1.

Patriotyczne zaangażowanie Józefa nie było przypadkowe, już jako uczeń sześcioklasowej szkoły realnej uczestniczył w zajęciach paramilitarnych2. Kiedy skończył 18 lat, wstąpił do Legionów. Został przydzielony do 6. Pułku Piechoty, w którym spotkał wielu rówieśników – uczniów, synów mieszczańskich rodzin rzemieślniczych. Pozostał w Legionach aż do kryzysu przysięgowego. Mało brakowało, a razem z innymi żołnierzami pułku trafiłby do obozu internowania w Szczypiornie. Udało mu się uciec i ukryć u rodziny3.

Kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, był w Warszawie. Służył w adiutanturze w Komendzie Miasta i brał udział w rozbrajaniu Niemców. Otrzymał przydział do 11. Pułku Ułanów, w którego składzie uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej4. Pułk walczył z armią konną Budionnego pod Równem, a także osłaniał Lwów i zagłębie naftowe. Żołnierze odznaczyli się wyjątkową ofiarnością podczas ciężkich, krwawych bojów. W walce zdobyli wiele karabinów maszynowych, lokomotyw, wagonów i cennych materiałów wojennych5.

Krzyż Pamiątkowy 6. Pułku Piechoty Legionów Polskich, w którym służył Józef Lange.
Źródło: domena publiczna

Arena zimowa cyklistów na Dynasach. Rysunek opublikowany w piśmie „Biesiada Literacka”, nr 50/1895.
Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Warszawa-Dynasy. Pocztówka sprzed 1914 r.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Orzeł na koszulce, buziak dla rywala

Wachmistrz Józef Lange został zwolniony do rezerwy w 1921 r.6 Prosto z frontu skierował swoje kroki oczywiście na tor. Pierwszy udział w wyścigu zakończył zwycięstwem – jak wspominał po latach, był to decydujący moment, który zaważył na kontynuowaniu treningów kolarskich. Przeszkodę stanowiła powojenna bieda. Drogi były w katastrofalnym stanie (co uniemożliwiło m.in. organizację wyścigu dookoła Polski7), brakowało odpowiednich gum do rowerów. Kolarze radzili sobie na własną rękę, w jednym z warsztatów Józef z kolegami wynaleźli nawet metodę produkcji niedostępnych na rynku cyngielków. Jeszcze w 1921 r. zorganizowano pierwsze szosowe mistrzostwa Polski. Józef wyjechał na szosę lubelską i bez trudu pokonał dystans 200 km. Przyjęto go owacyjnie, porywając na barki – relacjonowała „Rzeczpospolita”. Kolejni zawodnicy przyjechali na metę 16 minut później8. Nagrodę Józef przywoływał po latach ze wzruszeniem: była nią pierwsza w jego życiu czerwona koszulka z białym orłem9.

Tydzień później Lange wystartował w sprinterskich mistrzostwach Polski na swoim ukochanym torze na Dynasach. Jego wspomnienie dobrze oddaje na wpół amatorski charakter zawodów, ale i niezwykle ciepłą, przyjazną atmosferę w środowisku kolarskim – daleką od niezdrowej rywalizacji i chęci wygrywania za wszelką cenę:

Regulamin głosił, że należy dwa razy jechać i dwa razy wygrać, a że raz wygrałem ja, a raz kol. Szymczyk, musieliśmy trzeci raz pojechać. Pojechaliśmy i nie wiadomo było, kto wygrał, czekaliśmy bardzo długo na wynik, robiąc dwa okrążenia, po czym sędziowie nas zatrzymali, podszedł do nas Prezes Związku Towarzystw Kolarskich Bodalski i powiedział: Panie Józiu, wobec tego, że były zdania podzielone, kto jest pierwszy, a że Pan już zdobył koszulkę z Orłem Białym ubiegłej niedzieli – przyznajemy dzisiaj zwycięstwo Szymczykowi, a panu Vicemistrzostwo. Ja naturalnie buzi i gratulacje Szymczykowi, bo rzeczywiście dla mnie był to wielki sukces zdobyć Mistrzostwo Polski szosowe, a w tydzień potem vicemistrzostwo w sprincie10.

Polscy kolarze na międzynarodowych zawodach w Warszawie w 1925 r. Od lewej: Franciszek Szymczyk, Józef Lange, Stanisław Podgórski i Józef Oksiutycz.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sukcesy krajowe Langego dawały mu przepustkę do Paryża, na igrzyska olimpijskie w 1924 r. Prasa nazywała go jednym z najbardziej utalentowanych polskich kolarzy. Wśród dystansowców torowych jeden jeździec o całą głowę przewyższa wszystkich innych: Lange – pisał tygodnik „Stadjon”. Józef musiał mieć z tego komentarza niezły ubaw, bo ze wzrostem 165 cm był zdecydowanie najniższy w czołówce polskich kolarzy.

Dziennikarze sportowi doceniali talent i pracowitość Langego, ale jednocześnie mieli złe przeczucia i uważali, że zawodnikowi brakuje sportowego szczęścia. Jego dane nadzwyczajne i ogromna ambicja powinny pozwolić mu na zajęcie przynajmniej honorowego miejsca, jeśli tylko wiecznie prześladujący tego sympatycznego jeźdźca pech nie wyjedzie z nim razem do Paryża – pisał dziennikarz „Stadjonu”11. Przyszłość pokazała, że wykrakał.

Zdobywcy srebrnego medalu olimpijskiego na dystansie 4000 m drużynowo. Od lewej: Tomasz Stankiewicz, Jan Łazarski, Franciszek Szymczyk, Józef Lange. Paryż, 1924 r.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Józef Lange na rowerze. Zdjęcie opublikowane w tygodniku „Stadjon”, nr 28/1924.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Józef Lange na rowerze – zdjęcie opublikowane w piśmie „Kolarz Polski”, nr 8/1926.
Źródło: Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa

Okładka tygodnika „Stadjon”, nr 28/1925. Na zdjęciu zdobywcy rekordu świata w drużynie na 4000 m. Trzeci od lewej Józef Lange.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Znaczek 100. rocznica powstania Polskiego Komitetu Olimpijskiego..
Źródło: Źródło: Poczta Polska S.A.

Szczęście i pech

Lange z kolegami – Janem Łazarskim, Tomaszem Stankiewiczem i Franciszkiem Szymczykiem – wystartowali w wyścigu drużynowym na dochodzenie na 4000 m (co ciekawe, przed igrzyskami zawodnicy nie mieli okazji trenować w takim składzie!12). Doszli do finału, w którym po ciężkiej rywalizacji, choć dali z siebie wszystko, musieli oddać zwycięstwo Włochom. Srebro smakowało jednak jak złoto – był to pierwszy medal w historii udziału Polaków w igrzyskach olimpijskich. Po zawodach został odegrany hymn włoski, a następnie Mazurek Dąbrowskiego, co stanowiło ogromne zaskoczenie. Dotychczas nie zdarzało się bowiem, aby zdobywcom drugiego miejsca odgrywano hymn. Jak wspominał Józef Lange: Wzruszenie nasze było wielkie, […] wywołało u naszego kapitana sportowego Wojtkiewicza łzy radości13.

Na świętowanie czasu nie było. Józef miał przed sobą swój najważniejszy, jak się wydawało, start – wyścig na dystansie 50 km. Wydarzenia na torze przybrały dramatyczny obrót. Lange szybko osiągnął pozycję lidera, jechał aż 250 m przed rywalami (niemal ich zdublował). Niestety miał chwilę zawahania, która kosztowała go medal. Rywalom udało się dogonić Polaka. Lange miał jeszcze szansę na atak przed finiszem, ale zaczął go zbyt późno. Był też osamotniony w walce – reprezentanci innych narodów pomagali sobie wzajemnie, tymczasem Jan Łazarski, jedyny Polak poza Józefem, odpadł z powodu pękniętej opony. Na metę Lange wjechał kilka metrów za zwycięzcą – Holendrem Ko Willemsem. Ostatecznie zajął świetne piąte miejsce, choć okupione ogromnym żalem i rozczarowaniem. Ponoć nigdy nie pogodził się ze straconą szansą na olimpijskie złoto14. Tydzień po przyjeździe z Paryża dwukrotnie wygrał z Willemsem na warszawskim torze.

Jak się okazało, nie był to koniec olimpijskiego pecha Józefa Langego. Do igrzysk w 1928 r. w Amsterdamie był jeszcze lepiej przygotowany. W marcu kolarze wzięli udział w obozie sportowym na francuskiej Riwierze. Treningi na odcinkach Tour de France, forsowne spacery nad morzem w celu zbudowania lepszej wytrzymałości, masaże i gimnastyka – to wszystko miało stanowić właściwą podbudowę pod olimpijski występ15.

Niestety na kilka dni przed igrzyskami Józefa zaczął prześladować pech. Podczas podróży do Amsterdamu, w trakcie przesiadki w Berlinie, skradziono mu bagaż, w którym miał cały cenny sprzęt: siodełko, pedały, buty i strój. W Amsterdamie udało się wszystko kupić, lecz ani siodełko, ani buty nie były odpowiednio wyprofilowane. Dodatkowo Lange zmagał się z rozstrojem żołądka16. W wyścigu na 1000 m ze startu zatrzymanego znalazł się poza podium, a w konkurencji drużynowej – na dystansie, na którym był srebrnym medalistą olimpijskim – Polacy odpadli w ćwierćfinale.

Pożegnanie z Dynasami

Lange ścigał się aż do 1930 r. (dwa lata wcześniej odszedł z WTC do Legii Warszawa). Był zawodnikiem pod wieloma względami wyjątkowym. Niezwykle wszechstronny, osiągał sukcesy w kolarstwie torowym i szosowym, był dobrym sprinterem, miał świetne wyniki zarówno indywidualnie, jak i w parze czy drużynie. Uwielbiał także wyścigi stayerowskie, czyli za motorami. Zimą trenował w Zakopanem – jeździł na nartach i wspinał się na Kasprowy Wierch17.

Choć dziś może się to wydawać dziwne, 100 lat temu sportowcy często wcale nie prowadzili zdrowego stylu życia, np. palili papierosy. Lange natomiast nie pił alkoholu ani nie palił, trenował regularnie i bardzo pilnie. Koledzy i kibice podziwiali jego hart ducha. „Mały ciałem – wielki duchem”, „Żelazny Józio” – na takie określenia można się natknąć, przeglądając prasę z lat 20. Policzono, że jeszcze w latach 30. XX w. aż 15 z 21 rekordów Polski w różnych konkurencjach kolarskich i na różnych dystansach należało właśnie do Langego18.

Miał również zasługi w popularyzowaniu kolarstwa. W niedziele i święta Legia organizowała poranki kolarskie, podczas których Lange demonstrował m.in. jazdę za motorami19. Prawdopodobnie ostatnim publicznym występem Józefa były zawody dla weteranów zorganizowane na zamknięcie toru na Dynasach (który został rozebrany w 1937 r.). W wieku 40 lat Lange zdołał dojechać na metę na drugim miejscu. Kariera żelaznego Józefa skończyła się więc tam, gdzie jako mały chłopiec nieśmiało marzył o kolarstwie20.

Józef Lange w lipcu 1928 r. – zdjęcie opublikowane w tygodniku „Stadjon”, nr 29/1928.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Poświęcił się życiu rodzinnemu i zawodowemu (przejął zakład garbarski ojca), a także pozasportowym pasjom. Jeździł na polowania, hodował gołębie pocztowe. Został też działaczem sportowym Legii. Kiedy wybuchła II wojna światowa, razem z kolegami z WTC chodził na konspiracyjne spotkania. W czasie Powstania Warszawskiego – już pierwszego dnia – spłonął jego rodzinny dom. Ze zgliszcz Józef Lange wygrzebał swoje sportowe medale, które po latach oddał do Muzeum Sportu21.

Po wojnie wciąż prowadził zakład garbarski, wyspecjalizował się również w szkoleniu psów myśliwskich22. Zmarł w Warszawie 11 sierpnia 1972 r., w wieku 75 lat. Jest pochowany w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Powązkowskim.


Koloryzacja zdjęć archiwalnych: Anna Marjańska

Józef Lange w wieku 37 lat – ilustracja w Programie sportowo-turystycznym Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, Warszawa 1934.
Źródło: Biblioteka Narodowa

Przypisy:

1 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf,
dostęp: 24.06.2020 r.
2 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html, dostęp: 24.06.2020 r.
3 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf.
4 Lange Józef (1897–1972) [w:] Bogdan Tuszyński, Henryk Kurzyński, Leksykon olimpijczyków polskich. Od Chamonix i Paryża do Soczi 1924–2014, wyd. 3 popr. i uzup., Warszawa 2014, s. 322.
5 Józef Soniński, Zarys historji wojennej 11-go pułku ułanów legionowych, Warszawa 1928, s. 32.
6 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html.
7 G., Sport kołowy, „Żołnierz Polski”, nr 57/1921, s. 8.
8 S.K., Mistrzostwo Polski w kolarstwie szosowem, „Rzeczpospolita”, nr 263/1921, s. 6.
9 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf.
10 Tamże.
11 W. Junosza, Przed Olimpjadą Kolarską, „Stadjon”, nr 28/1924, s. 7.
12 Biało-czerwoni – historie niezwykłe. kolarska czwórka torowa, https://sport.tvp.pl/37058368/bialoczerwoni-historie-niezwykle-kolarska-czworka-torowa, dostęp: 24.06.2020 r.
13 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf.
14 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html.
15 I.D.K., Kolarze polscy na jasnym brzegu, „Stadjon”, nr 11/1928, s. 5.
16 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf.
17 Tamże.
18 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html.
19 „Kolarskie poranki” na torze W.K.S. Legja, „Gazeta Polska”, nr 251/1930, s. 8.
20 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html.
21 Wspomnienia Józefa Langego (maszynopis), http://legia-kolarstwo.pl/wp-content/uploads/2019/12/kolarze-Lange.pdf.
22 Lange Józef, https://www.olimpijski.pl/pl/bio/1261,lange-jozef.html.