Henryk Reyman Waleczne serce

Był już w zasadzie spóźniony na mecz – nie wrócił na czas z manewrów wojskowych. Nie namyślając się długo, pod gmachem Uniwersytetu Jagiellońskiego zsiadł z konia i biegiem pokonał dwukilometrową trasę na stadion Wisły Kraków. Do szatni wpadł nieco zdyszany. Wzbudził ogólną konsternację, zaraz jednak zadeklarował: Jeśli koledzy podejmą się przez kilka minut grać w dziesięciu, zanim nieco ochłonę i przebiorę się – jestem gotów1. Chwilę potem wbiegł na boisko. Ta scena dobrze oddaje naturę Henryka Reymana, sportowca i żołnierza, który sto lat temu walczył wszędzie tam, gdzie ważyły się losy niepodległości i granic Polski. Reyman, obrońca Lwowa i Przemyśla w wojnie z Ukraińcami, uczestnik walk polsko-czechosłowackich pod Skoczowem i bohater wojny polsko-bolszewickiej, zasłużył się także dla sprawy Śląska.

Henryk Reyman, zdjęcie z 1919 r.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego

„Chłopaki, dajcie pokopać!”

Henryk Reyman urodził się 28 lipca 1897 r. w Krakowie, w rodzinie o wojskowych tradycjach (do chrztu trzymał go generał)2. Jego ojciec – Władysław, urzędnik pocztowy, zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie 36 lat. Wychowanie dzieci spadło na barki matki – Franciszki Reymanowej. Pochodziła ona z bogatej kupieckiej rodziny, byt mieli więc zapewniony. Franciszka bardzo troszczyła się o dzieci i wspierała ich liczne sportowe pasje.

Henio, chłopiec energiczny i ciekawy świata, miał w najbliższej rodzinie zapalonych sportsmenów: starszą siostrę Marię, amatorkę jazdy konnej i członkinię sekcji gimnastycznej „Sokoła”, oraz dwóch młodszych braci – Stefana i Jana, którzy jak on uwielbiali grać w piłkę3. Miejscem zabaw chłopców był ogród za domem, obsadzony mnóstwem kwiatów i drzew owocowych. Jednak Henio najchętniej spędzał całe dnie na grze w szmaciankę. Mieszkał tuż obok placu handlowego przy ul. Jabłonowskich. Po południu targowisko pustoszało – przekupki zabierały swoje koszyki, odjeżdżały ostatnie furmanki chłopskie z towarami – i stawało się miejscem emocjonujących rozgrywek.

Mały Henryk często prosił starszych kolegów: „Chłopaki, dajcie pokopać!”. Nie zawsze się zgadzali, nie mając pojęcia, jak znakomity piłkarz wyrośnie z upartego brzdąca. To właśnie na wybrukowanym „kocimi łbami” placu przyszły mistrz wyćwiczył swoją znakomitą technikę i słynny, mocny wykop. Po pełnej niespodzianek grze na „kocich łbach” rywalizacja na równej murawie już niczym nie mogła go zaskoczyć4.

Henryk Reyman na kolanach ojca, Władysława.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego
Plac przy ul. Jabłonowskich – to tu mały Henio zaczynał swoją przygodę z piłką.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Juniorzy Wisły przed 1913 r. W środkowym rzędzie, pośrodku, siedzi Henryk Reyman.
Źródło: historiawisly.pl

Debiut w Wiśle

Miłość do piłki zaszczepili w nim starsi kuzyni – Tadeusz i Witold Rutkowscy, zawodnicy pierwszej drużyny Wisły Kraków. Mieli nosa, wyczuli w młodszym kuzynie talent i piłkarski potencjał. Reyman wyróżniał się mocną posturą, słusznym wzrostem i świetną kondycją. Wiedział, co się dzieje na boisku i jak się ustawić. Potrafił przewidzieć, w którą stronę poleci piłka. Z natury silny, nie bał się ostrej rywalizacji. To wszystko wyraźnie wskazywało, że powinien grać w środku ataku.

We wrześniu 1908 r. rozpoczął naukę w III Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego, które – szczęśliwie dla niego – kładło duży nacisk na rozwój fizyczny młodzieży. Oprócz obowiązkowej gimnastyki organizowano dla uczniów, i to aż trzy razy w tygodniu, gry i zabawy w pobliskim parku Jordana. Życzliwie patrzono też na modną wówczas wśród młodzieży grę w piłkę, co w innych gimnazjach było rzadkością. Już jako uczeń Reyman stawiał pierwsze kroki w poważnym futbolu. W studenckiej Polonii na pozycji prawego łącznika grał obok późniejszych sław: Józefa Kałuży, Stanisława Mielecha czy Józefa Kubińskiego. Przygoda z Polonią trwała jednak dość krótko.

W marcu 1910 r. Witold Rutkowski wystarał się o zapisanie kuzyna do juniorów Wisły, nazywanej Białą Gwiazdą. Jako zawodnik Henryk miał wolny wstęp na zawody i mógł z bliska przyglądać się grze najlepszych piłkarzy. Wkrótce awansował do pierwszej drużyny, gdzie zadebiutował w wieku 17 lat, na pozycji środkowego napastnika. Było to ogromne wyróżnienie. Wiśle w 1914 r. nie brakowało dobrych zawodników. Doceniono jednak umiejętności Reymana, jego wolę walki, talent oraz znakomitą grę w drużynach juniorskich i rezerwowych.

Henryk Reyman z rodzeństwem (zdjęcie z 1916/1917 r.). Henryk miał dwie siostry: Marię (1895–1987, po mężu Dzierżyńska) i Zofię (1900–1982, po mężu Tomaszewska) oraz dwóch braci: Stefana (1898–1941) i Jana (1902–1984). Każdy z trzech braci był zawodnikiem TS Wisła Kraków.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego

Dzielny i skuteczny

Wybuch I wojny światowej oznaczał przerwę w grze. Reyman walczył w szeregach armii austriackiej. Początkowo służył w poczcie polowej i chciał dostać się do Legionów Piłsudskiego, ale przełożeni nie wyrażali na to zgody. Skierowany na front włoski, otrzymał awans do stopnia podporucznika. Jako dowódca plutonu karabinów maszynowych w 1918 r. uczestniczył w walkach nad Piawą5, podczas których dwukrotnie odniósł rany. Na polu walki niejednokrotnie wykazał się męstwem i odwagą. Został odznaczony za „dzielne i skuteczne zachowanie przed wrogiem”6.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego. Służbę rozpoczął w oddziale konnym. Na początku 1919 r., przeniesiony do 3 Pułku Piechoty, brał udział w obronie Lwowa i Przemyśla. Został ranny i przewieziony do szpitala w Krakowie. Następnie trafił na Śląsk Cieszyński, o który Polska toczyła bój z Czechosłowacją. Latem 1919 r. w okolicach Sosnowca brał udział w przygotowaniach do I Powstania Śląskiego. Uczestniczył też w akcji plebiscytowej na terenie Spisza i Orawy.

Jesienią złożył wniosek o przyjęcie na stałe do Wojska Polskiego. Prośba została rozpatrzona pozytywnie. Przełożeni pisali o Reymanie: Bardzo dobry – sumienny i wzorowy oficer. Zna przepisy i utrzymuje dobry duch w swojej kompanii. Jego służba jest dzielna i pod każdym względem skuteczna7. W grudniu 1919 r. mianowano go porucznikiem. Jako żołnierz zawodowy został przydzielony do 20 Pułku Piechoty, z którym uczestniczył w wielu zwycięskich bitwach. Walczył z Ukraińcami o Małopolskę Wschodnią i zasłużył się w wojnie polsko-bolszewickiej. Do najcięższego starcia doszło pod Zamoszem. Zacięte walki toczyły się również pod Nowikami i Mackami, gdzie pułk poniósł dotkliwe straty. Reyman walczył na bagnety pod Szpanowem, a także w krwawej bitwie pod Klekotowem. W połowie sierpnia, cofając się na Lwów, stoczył walki pod Chałupami i Polonicą. Wrzesień to kolejne natarcia i kolejne sukcesy: zdobycie Firlejówki, Krasnego, Sasowa8. Później działania wojenne dobiegły końca. Pobyt pułku na wschodzie Polski trwał do grudnia. Za udział w walkach z bolszewikami Reymana aż czterokrotnie odznaczono Krzyżem Walecznych.

W 1921 r. ukończył czteromiesięczny kurs w Szkole Podchorążych Piechoty w Warszawie. Trafił na Śląsk, gdzie uczestniczył w III Powstaniu Śląskim9. Został ciężko ranny i trafił do szpitala w Krakowie. Gdy wyzdrowiał, wrócił do 20 Pułku Piechoty, który stacjonował pod Wawelem.

Odznaka 20 Pułku Piechoty.
Źródło: domena publiczna
Henryk Reyman brał udział w III Powstaniu Śląskim.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego

Powrót do Krakowa

Do roku 1921 Henryk Reyman uczestniczył w walkach na niemal wszystkich frontach, gdzie toczyły się boje o przyszłe granice. Jednocześnie w Krakowie walczył o zupełnie inną sprawę. Nieraz po służbie wsiadał do pociągu i całą noc jechał do Krakowa, by następnego dnia rozegrać mecz.

Klub znajdował się w bardzo trudnej sytuacji. Stadion Wisły spłonął pod koniec 1915 r. Zniszczone szatnie, stadion, klubowe dokumenty – nic nie wskazywało na to, by klub miał się odbudować. W opłakanym stanie była także przedwojenna wschodząca gwiazda Wisły. Ze wspomnień Reymana wynika jednak, że nie rozczulał się nad sobą i szybko zakasał rękawy: Wracam ranny z frontu włoskiego. Na meczu spotykam mego kolegę klubowego Szuberta i postanowiliśmy przystąpić do reorganizacji Wisły10.

Nieoczekiwanie – i, wydawałoby się, wbrew własnemu interesowi – z pomocą wiślakom przybył Józef Lustgarten, piłkarz i działacz sportowy Cracovii. Zgodził się udostępnić im stadion Pasów (jak potocznie określa się Cracovię). Reymanowi tak dobrze szła gra, że mało brakowało, a na dobre zostałby w drużynie rywali. Ale Lustgarten, który „świętą wojnę” między klubami pojmował zupełnie inaczej, niż pojmuje się ją dziś, powiedział: Waszym obowiązkiem, Heniu, jest odbudowa Wisły. Silna Wisła jest potrzebna Krakowowi, Cracovii. Silna rywalizacja jest niezbędnym czynnikiem postępu w sporcie11.

Wiślacy zaczęli od ściągnięcia 11 zawodników. Z pieniędzy przekazanych przez piłkarzy i garstkę wiernych sympatyków kupili sprzęt i już w lipcu 1918 r. rozegrali we Lwowie mecz wyjazdowy z Pogonią. O regularnych treningach czy szlifowaniu formy przed sezonem nie było wtedy mowy. Reyman i jego klubowi koledzy mieli na głowie coś znacznie ważniejszego: obronę granic ojczyzny. W obawie przed porażką, aby nie nadszarpnąć dobrego imienia Białej Gwiazdy, wystąpili jako Sparta Kraków. Niepotrzebnie się bali – mecz zakończył się zwycięstwem Wisły 3 : 0. Lwowski „Sport” pisał: Stara gwardja jęła się ochoczo do pracy i szanowne, stare imię Wisły znowu wypłynęło na powierzchnię życia sportowego12.

Drużyna Wisły w 1919 r. (Henryk Reyman stoi trzeci od lewej).
Źródło: historiawisly.pl
Okładka „Wiadomości Sportowych” (10 kwietnia 1922 r.) poświęcona otwarciu stadionu Wisły.
Źródło: historiawisly.pl

W reprezentacji Polski

Przełomowy dla kariery Reymana okazał się rok 1922. Dwudziesty pułk stacjonował w Krakowie, co ułatwiało piłkarzowi treningi i utrzymanie formy. O wiele istotniejsze dla rozwoju klubu było jednak wybudowanie własnego stadionu. Został on otwarty 8 kwietnia i odmienił grę Wisły, która znów pretendowała do miana najlepszej krakowskiej drużyny – także za sprawą Reymana, regularnie zdobywającego gole. Prasa pisała o nim, że jest duszą drużyny, że dawno nie był w tak dobrej formie. Gracz ten porywa naprzód cały atak, dodaje mu życia i siły i kieruje umiejętnie jego pociągnięciami. Każdą sytuację stara się zaraz wykorzystać, co mu się dotychczas doskonale udaje13. Trafiał do bramek rywali nawet z 30 m, jego „bomba z dystansu” stała się wręcz legendarna.

Fenomenalna gra sprawiła, że otrzymał powołanie do kadry narodowej, która przygotowywała się do spotkania z Węgrami. Pierwszy mecz polskiej reprezentacji na terenie dopiero co odzyskanego kraju traktowano jako piłkarskie święto. W niedzielę 14 maja 1922 r. na stadionie Pasów zjawiło się 16 tys. kibiców. Był to wielki sukces organizacyjny, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że loża na siedem osób kosztowała 7000, a miejsce na krześle – 1200 marek. Dzienna stawka robotnika wynosiła wtedy 300 marek14.

Reyman grał na pozycji prawego łącznika, u boku Józefa Kałuży. Niestety polscy piłkarze nie poradzili sobie z presją, nie potrafili w pełni skoncentrować się na grze i wykazać zdolnościami. Po przegranym meczu (0 : 3) spadła na nich lawina krytyki. Silny i rosły i osobiście zapewne nie tchórz, przecież długoletni oficer w pierwszej linii bojowej, nigdy nie użył swych walorów cielesnych, nie atakował ciałem Węgrów… Technicznie dobry, poza tem jednak jeszcze bez biegu i startu, w rzutach pechowiec, był najsłabszym naszym napastnikiem15 – pisał w pomeczowej recenzji redaktor „Sportu”. Na szczęście kolejne mecze reprezentacji były już bardziej udane, a Reyman budował swoją pozycję na krajowych boiskach.

Olimpijski debiut

W 1924 r. nie mogło go zabraknąć w składzie reprezentacji na pierwsze igrzyska olimpijskie w historii niepodległej Polski. Reymanowi dobrze szło w sparingach kadrowych. Prasa cały czas zastanawiała się, kto poprowadzi drużynę Polaków: on czy Józef Kałuża. Kałuża ruchliwszy i szybszy, Reyman za to silniejszy, lepiej predestynowany bojowo, obaj jednakowo umiejętnie rozdzielają piłkę, a gdy Kałuża pozbawiony jest obecnie zupełnie strzału, Reyman słynie zaś w Polsce jako strzelec, wszystko zdaje się przemawiać za tym ostatnim16– można było przeczytać w „Stadjonie”.

Sytuację zmienił dwumecz ze Szwecją, rozgrywany bezpośrednio przed meczem w Paryżu. Nasi piłkarze przegrali 0 : 5, co wskazywało, że nie są odpowiednio przygotowani do igrzysk. Formy piłkarzy nie poprawiła też męcząca, wielogodzinna podróż pociągiem do Paryża. Zawodnicy przybyli na miejsce wyczerpani.

Jan, brat Henryka Reymana, wspominał po latach, że miał złe przeczucia. Zespół nie był zgrany. Nie brakowało w nim utalentowanych, wysokiej klasy graczy, ale nie tworzyli oni spójnej całości, byli zbiorowiskiem indywidualistów. Na domiar złego do ostatniej chwili wprowadzano zmiany w ustawieniu zawodników. Reyman, od wielu miesięcy przygotowywany do gry na pozycji środkowego napastnika, wystąpił ostatecznie jako lewy łącznik. Jego miejsce zajął Józef Kałuża. Za sprawą organizacyjnego chaosu i braku pomysłu na poprowadzenie drużyny nasz zespół wysoko przegrał z Węgrami (0 : 5). W recenzjach zarzucano Reymanowi, że nie grał w tym meczu więcej niż… sędzia autowy17.

Znaczek pocztowy emisji „100 lat Polskiego Związku Piłki Nożnej” wydany w 2019 r.
Źródło: Poczta Polska
Reprezentacja Polski w piłce nożnej na igrzyskach olimpijskich w Paryżu (Henryk Reyman stoi drugi od lewej).
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Karykatura Henryka Reymana w dwutygodniku „Karykatury”, 1 września 1924 r.
Źródło: Biblioteka Narodowa

„Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw”

Reyman prowadził atak Wisły w latach 1914–1934 i w sumie zdobył aż 1250 bramek18. Dominującą pozycję w drużynie zyskał nie tylko ze względu na piłkarskie umiejętności, ale też dzięki zaangażowaniu w działalność klubu. Dla kolegów był wzorem, przywódcą, moralnym kompasem. O tym, jak ważną rolę odgrywał, świadczy fakt, że od 1924 r. do końca kariery nieprzerwanie był kapitanem Wisły. Swoją postawą wielokrotnie ratował wynik meczu. Nie inaczej stało się podczas derbów z Cracovią w maju 1925 r. Trzy dni wcześniej Reymanowi zdjęto z nogi gips. Trener Imre Schlosser nalegał jednak, by kapitan wystąpił, chociażby po to, by asystować kolegom i podtrzymywać w zespole bojowego ducha. Pierwsza połowa spotkania była dla Wisły fatalna, najgorsza w historii derbowych zmagań. Drużyna przegrywała 1 : 5 i zbierała cięgi jak nigdy wcześniej.

Wiślacy zeszli do szatni w podłych nastrojach. Reyman przemówił do kolegów spokojnie, acz stanowczo: Kto z was nie czuje się na siłach, aby w drugiej połowie meczu wydać z siebie wszystkie siły dla zmazania hańby, jaka w tej chwili wisi nad nami – to niech lepiej nie wychodzi na boisko. Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych… podania ręki19.

Podziałało, drużyna wyszła na boisko odmieniona. Piłkarze dawali z siebie wszystko, do końca nie godząc się z możliwością porażki. Reyman, który miał być jedynie statystą, strzelił cztery gole. Wisła wyrównała. W 1926 r. drużyna zdobyła Puchar Polski, a jej kapitan w pięciu meczach strzelił aż osiem bramek20. Rok później Biała Gwiazda zwyciężyła w mistrzostwach kraju. Rok 1927 był najlepszy w karierze Reymana, który w wieku 30 lat zdobył 37 bramek w sezonie. Jego rekord do dziś nie został pobity21.

Drużyna krakowskiej Wisły w 1926 r. (Henryk Reyman w górnym rzędzie czwarty od prawej).
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Fair play

Malarz ustawia modela, dbając, by ten zapozował odpowiednio wyprostowany i zaprezentował umięśnioną sylwetkę. Vlastimil Hofmann, artysta znany ze sportowej pasji i zamiłowania do Wisły Kraków, postarał się, by Henryk Reyman przypominał antyczny ideał atlety. Ale to inny portret piłkarza można dziś podziwiać w siedzibie Wisły. Widać na nim, jak Reyman, z koszulką zawieszoną na ramionach, nonszalancko przeskakuje przez nogi upadającego na boisku (faulowanego?) rywala.

Był typem napastnika-przebojowca, odważny, twardy w grze, chętnie szedł na przebój, z reguły kończąc go strzałem. Gdy się już rozpędził, to w zasadzie nikt nie mógł go zatrzymać w pędzie na bramkę22. Jego strzały były tak mocne, że zwalały rywali z nóg. Jednego z czterech goli w meczu z Rumunią strzelił z woleja z 18 m. Razem z piłką w bramce wylądował… rumuński bramkarz, który na kilka minut stracił przytomność.

Reyman nie unikał starć, nie bał się ostrej rywalizacji, ale zawsze przestrzegał zasad fair play. Kodeks honorowy nie pozwoliłby mu na częste dziś symulowanie faulu czy wymuszanie rzutów karnych, a tym bardziej – na kłamstwo. Nie inaczej było 2 sierpnia 1931 r. podczas meczu z Pogonią Lwów. Wisła wtedy zremisowała, a mogła wygrać. Po strzale Reymana sędzia uznał bramkę, lecz obrońca rywali miał poważne wątpliwości, którymi podzielił się z kapitanem zespołu Wacławem Kucharem. „Ta Wacuś! Ta łon ręką bramkę strzelił!”23 – zaciągnął po lwowsku. Arbiter był w kropce, bo sam niczego nie zauważył. Zwrócił się więc do Reymana: „Ja bramkę odgwizdałem, ale niech pan da słowo, że zdobył ją głową”.

Drużyna Wisły czekała w napięciu. Koledzy dawali kapitanowi porozumiewawcze znaki. On jednak wiedział, co należy zrobić. „Nie, panie sędzio, zdobyłem ją rzeczywiście ręką” – przyznał24. Na koniec sezonu do zdobycia mistrzostwa kraju Wiśle zabrakło tylko jednego punktu…

Henryk Reyman pozuje Vlastimilovi Hofmannowi.
Źródło: historiawisly.pl
„Święta wojna” w 1932 r. – Henryk Reyman pierwszy z prawej.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Henryk Reyman na obrazie Vlastimila Hofmanna powstałym w końcu lat 20. XX w.
Źródło: historiawisly.pl
Lidia, żona Henryka Reymana.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego

Koniec kariery – czas na miłość

W 1933 r. Reyman miał już wprawdzie 36 lat, ale mimo zaawansowanego jak na piłkarza wieku był w świetnej formie. Nic nie zapowiadało zakończenia kariery – w dodatku w mało przyjemnych okolicznościach, po meczu z Cracovią.

Tego dnia sędzia Rosenfeld ewidentnie sprzyjał Pasom. Gdy w 84. minucie uznał gola, mimo że padł on z pozycji spalonej, kapitan Wisły nie wytrzymał. Między nim a Rosenfeldem doszło do scysji, po której kapitan Wisły musiał opuścić boisko. Koledzy chcieli za nim iść, ale powstrzymał ich gestem i kazał im grać do końca. Po minucie jednak zmienił zdanie, wrócił na boisko i powiedział wiślakom, żeby przerwali grę. Zawodnikom opuszczającym murawę towarzyszyły gwizdy i wulgarne okrzyki. Prezes Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej – gen. Bernard Mond uznał, że to niedopuszczalne, by oficer służby czynnej schodził z boiska wśród krzyków i gwizdów kilkutysięcznego tłumu. Pojawiły się pogłoski, że zamierza zakazać zawodowym wojskowym gry w klubach piłkarskich25. Co więcej, zakaz miał dotyczyć nie tylko okręgu krakowskiego, ale całego kraju. Sprawa była szeroko krytykowana w prasie, wywołała prawdziwą burzę – a dla Reymana oznaczała koniec sportowej kariery. W 1934 r. były już kapitan Wisły został służbowo przeniesiony do Kutna, gdzie objął dowództwo I batalionu 37 Pułku Ziemi Łęczyckiej. Razem z kolegami stworzył Wojskowy Klub Sportowy „Boruta”, którego sekcja piłki nożnej występowała w rozgrywkach klasy B. Z jego inicjatywy na terenie koszar urządzono boisko piłkarskie26.

Reyman, podobnie jak wielu innych wojskowych, świetnie jeździł konno. Podczas pobytu w Kutnie wielokrotnie startował w zawodach hippicznych. Grał w tenisa, pływał, jeździł na nartach. Był świetnym strzelcem, zdobywał liczne nagrody. Jeździł też na łyżwach. Pewnego dnia w pamiętniku zanotował: Ślizgawka znakomita. Poznałem panią P. i N. Bawiliśmy się do ósmej27.

Wysoki, dobrze zbudowany, wysportowany szatyn o śniadej cerze i niebieskich oczach, z ostrym nosem i mocno zarysowaną, męską szczęką bez wątpienia mógł się podobać kobietom. Chodził w oficerskim mundurze, był powszechnie znany. Łatwo nawiązywał znajomości, a jednak długo pozostał kawalerem. Odpowiednią pannę spotkał dopiero przed czterdziestką, na wieczorku tanecznym w krakowskim klubie Feniks. Lidia Dudek miała 22 lata i była córką profesora gimnazjalnego, bardzo zresztą urodziwą. Tak spodobała się piłkarzowi Białej Gwiazdy, że przetańczył z nią całą noc. To była miłość od pierwszego wejrzenia – mimo dość sporej różnicy wieku. Pobrali się w grudniu 1936 r.28

 

400. mecz Henryka Reymana (pierwszy z lewej) w barwach krakowskiej Wisły (25 maja 1931 r.).
Źródło: historiawisly.pl

Wojna. Na froncie i w ukryciu

We wrześniu 1939 r. trzeba było zostawić rodzinę i sportowe pasje. Henryk Reyman dowodził jednym z batalionów 37 Pułku Piechoty, miał bronić umocnień wokół Wągrowca nieopodal Bydgoszczy. Po kilku dniach cały pułk został podporządkowany Armii „Pomorze” i rozpoczął odwrót w kierunku Inowrocławia. 13 września dotarł nad Bzurę. Bitwa, do której doszło, była największą polską operacją zaczepną przeciwko III Rzeszy do 1941 r. Reyman na czele swojego batalionu uczestniczył w natarciu na Bolimów, w kolejnym zdobył wieś Sierzchów29. Dalsze walki przyniosły jednak ogromne straty. Resztka pozostałych przy życiu żołnierzy z trudem odpierała niemieckie natarcia. Rankiem 16 września Polacy uderzyli na Kozłów Szlachecki, gdzie spotkali się z silną kontrą nieprzyjaciela.

Niemiecki pocisk doszczętnie zniszczył stanowisko Reymana. On sam, ranny w nogi, został wyniesiony spod ostrzału przez sanitariuszy. Niestety nie udało mu się uciec przed Niemcami, którzy na polu walki dotkliwie pobili go kolbami karabinów. Doznał uszkodzenia kręgosłupa, wybito mu zęby i rozcięto policzek. Z powodu rany głowy i szczęki przez wiele dni nie mógł mówić. Trafił do niewoli i jako jeniec wojenny został przewieziony do szpitala w Rawie Mazowieckiej.

Planował ucieczkę kolejką wąskotorową, ale szyki pokrzyżowała mu zamieć śnieżna. Kolejna sposobność nadarzyła się kilka dni później. Żołnierze przygotowali akurat występy artystyczne, więc Reyman wraz z żoną, korzystając z nieuwagi strażników, uciekli… sankami30. Majorowi udało się przedostać do Krakowa. Hitlerowcy wysłali za nim list gończy, wyznaczyli ogromną nagrodę pieniężną. Musiał się ukrywać, początkowo w klasztorze benedyktynek w Łagiewnikach, gdzie – wyrobiwszy sobie papiery na nazwisko Tomaszewski – zatrudnił się w charakterze stróża nocnego. W pobliżu Krakowa nie mógł jednak czuć się bezpiecznie, był tam zbyt znany. Z obawy przed dekonspiracją wyjechał w okolice Tarnobrzega. Pracował jako gajowy i leśniczy w majątku hrabiów Tarnowskich w Dzikowie.

Dwaj bracia Henryka trafili do KL Auschwitz. Stefan, aresztowany w lutym 1941 r., został zamordowany kilka miesięcy później. Jan, żołnierz ZWZ, zatrzymany w maju 1942 r., przeżył obóz. Młodsza siostra – Zofia Tomaszewska ryzykowała życiem, ratując żydowską rodzinę. 15 maja 2007 r. otrzymała tytuł Sprawiedliwej wśród Narodów Świata31.

Odznaka 37 Pułku Piechoty. III batalionem tego pułku dowodził w kampanii wrześniowej mjr Henryk Reyman.
Źródło: domena publiczna
Wypowiedź kapitana PZPN, Henryka Reymana, na łamach „Sportu” (1947 r.).
Źródło: Biblioteka Narodowa

„Orły, do boju!”

Po zakończeniu niemieckiej okupacji Reyman wrócił do Krakowa. Od razu włączył się w prace nad odbudową piłki nożnej po wojennych zniszczeniach. Zdaniem dziennikarza Jana Frandoferta odegrał tu rolę niebagatelną – „jeździł po kraju i gdzie tylko mógł, szukał sojuszników w tej sprawie”32. W świecie piłki był już postacią legendarną. Nic zatem dziwnego, że przedstawiciele ośmiu krajowych związków piłkarskich wybrali go do zarządu PZPN jako kapitana związkowego, czyli selekcjonera. Piłkarzy Reyman mobilizował okrzykiem: „Orły, do boju!”.

Szybko się jednak okazało, że dla komunistycznych władz przedwojenny oficer, wierzący, bezpartyjny i na dodatek nieidentyfikujący się z nowym ustrojem, jest niewygodny. Zaczęły się szykany. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego odmówiło mu wydania paszportu, gdy kadra jechała na pierwszy powojenny mecz do Norwegii, nie puszczono go również do Czechosłowacji. Zrezygnował więc z pracy selekcjonera PZPN i wycofał się z życia publicznego.

Legitymacja Henryka Reymana – członka honorowego Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Źródło: historiawisly.pl

Dopiero po odwilży politycznej w 1956 r. ponownie poprowadził kadrę narodową, m.in. w legendarnym meczu z ZSRS w 1957 r., wygranym 2 : 1 na Stadionie Śląskim w Chorzowie33.

Miał świadomość, że władze obserwują jego działania i czyhają na najmniejszy błąd. Mocno to przeżywał. Aresztowania, sfingowane procesy i wieloletnie wyroki więzienia dla ludzi z podobnymi życiorysami sprawiały, że nie czuł się bezpiecznie.

Został dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego w Krakowie. Dawało mu to możliwość pracy w dziedzinach, które znał i lubił: sporcie i wojsku. Nie na długo jednak. Wytwarzano wokół niego atmosferę podejrzeń. Został skazany przez sąd wojskowy na rok więzienia w zawieszeniu „za nadużycia władzy”. Miał usunąć się w cień. Głównym źródłem utrzymania Reymana stała się praca w sklepie chemicznym, którego był cichym udziałowcem. Przez pewien czas pracował jako kierownik zaopatrzenia w Chemicznej Spółdzielni Inwalidów „Winyl”.

Prezes Wisły S. Żmudziński składa podziękowanie za sukcesy poprzednich pokoleń piłkarskich na ręce najsłynniejszego piłkarza w dziejach Towarzystwa,
Henryka Reymana (17 sierpnia 1958 r.).
Źródło: historiawisly.pl

„Proszę pozdrowić piłkarzy”

Nigdy nie porzucił Wisły – nawet gdy odsunięto go od stanowisk i pracy w klubie. Śledził wyniki ukochanej drużyny i mocno przeżywał jej porażki. Gdy Wiśle groziły spadki, mobilizował zawodników do lepszej gry, ale też starał się wpłynąć na ich postawę poza boiskiem. Od piłkarzy wymagał zaangażowania, przywiązania do barw klubowych, patriotyzmu. Wyrzucał im: „Macie niektórzy takie warunki fizyczne, że Pele przy was to łachudra, a nie spełniacie pokładanych nadziei”34. Nikt nie odważyłby się ostro mu odpowiedzieć, Reymana otaczał bowiem nimb legendarnego gracza, olimpijczyka. Również jego stopień wojskowy, dokonania wojenne i zachowanie budziły respekt.

Reprezentant Polski Edmund Zientara wspominał: Płk Reyman był osobą niewątpliwie nietuzinkową, a dla piłkarzy ówczesnego czasu pewnego rodzaju oryginałem. Jego sposób prowadzenia przedmeczowych odpraw, tubalny głos, patriotyczne wstawki – to było coś innego. (…) Zapamiętałem je jako patriotyczne wystąpienia, a nie wykłady dotyczące założeń taktycznych dotyczących danego spotkania piłkarskiego. (…) Kiedy pytaliśmy, skąd u niego nawyk głośnego, donośnym głosem wypowiadania się, oświadczył: Panowie, we wrześniu 39 mój głos porywał pułk do ataku35.

Na stadionie pojawiał się do końca życia, choć już tylko w roli kibica. Nie każdy od razu rozpoznawał, że starszy mężczyzna na trybunach, „noszący się bardzo prosto, o wielce sympatycznej powierzchowności, ubrany czysto i schludnie”36, to słynny Reyman, najlepszy przedwojenny bombardier Wisły, piłkarski działacz, z którym klub już zawsze miał być kojarzony.

Choroba przyszła nagle i niepostrzeżenie. Nogi odmówiły posłuszeństwa. Jeszcze jesienią 1962 r. Reymanowi dopisywała forma. Odwiedził siostrzeńca, był po badaniach, cieszył się, że z jego zdrowiem jest już wszystko w porządku. Tak musiało być w rzeczywistości, bo w pamięci utkwiło mi zdarzenie z tej jesieni, gdy razem musieliśmy podbiec do tramwaju około 100 metrów. Wujek nawet się nie zasapał, a ja – mimo że o wiele młodszy – trochę zadyszki po takim biegu miałem37– wspominał siostrzeniec Janusz Tomaszewski.

Pogorszenie zdrowia przyszło wiosną 1963 r. Podczas kolejnej wizyty u rodziny, tuż przed pójściem do szpitala, żalił się, że brakuje mu sił. Coraz częściej zdarzały mu się epizody utraty świadomości. Nie wiedział, że ma raka i że choroba jest nieuleczalna. Prawdę poznał po prześwietleniu płuc. W szpitalu prosił zaprzyjaźnionego dziennikarza Jana Frandoferta: Niech pan pisze o Wiśle więcej i cieplej, ale jak zajdzie potrzeba, to krytycznie. Taki klub jak nasz jeszcze więcej niż dotychczas musi się troszczyć o młodzież, bo to przyszłość sportu – prawda?!38. Na sam koniec spotkania dorzucił: A jak pan wpadnie na boisko, to proszę pozdrowić piłkarzy ode mnie39.

Nie wyszedł już ze szpitala.

16 kwietnia 1963 r. – pogrzeb Henryka Reymana.
Źródło: archiwum Janusza Tomaszewskiego

Strzelaj pan!

Wujek był dla mnie wzorem pod każdym względem – mówił Janusz Tomaszewski w jednym z wywiadów. – I jako sportowiec, i jako człowiek. Imponowała mi jego postawa wobec ówczesnej rzeczywistości. To był bardzo religijny człowiek. Odrzucał wszelkie namowy, żeby wstąpić do partii, mimo że oferowano mu w zamian za to intratne posady, stanowiska40.

Nigdy nie uzewnętrzniał swoich poglądów politycznych, ale w dokumentach wojskowych siostrzeniec znalazł zapis: „Inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Negatywny stosunek do władzy”41. Nawet gdy zmarł, władza chciała go sobie zawłaszczyć. Rodzinie zaproponowano organizację pogrzebu na koszt państwa, pochówek w Alei Zasłużonych na Rakowicach. Jedyny warunek brzmiał: pogrzeb ma być świecki. Oczywiście nie było na to naszej zgody i zgodnie z życzeniem wujka msza święta została odprawiona w kościele oo. Kapucynów42 – podkreślał Tomaszewski. Kondukt żałobny przeszedł ulicami Krakowa na Rakowice, gdzie Reyman został pochowany w grobowcu rodzinnym.

Postać krakowskiego piłkarza i żołnierza doskonale sportretował Stanisław Habzda: Płk. Henryk był nie tylko dla Krakowa czymś więcej, niż działaczem czy świetnym zawodnikiem. Był on chyba – jakimś symbolem fair play, fantastycznym wręcz rzecznikiem czystości, idealizmu w naszym sporcie. I ta właśnie atmosfera, którą mimo woli wokół siebie roztaczał, te żelazne zasady „starej szkoły”, od których nigdy nie zrobił najmniejszego odstępstwa, mimo iż nieraz były one już nieżyciowe czy trochę „staromodne” – wszystko to sprawiało, że nazwisko jego wymawiało się zawsze z najwyższym szacunkiem43.

Nigdy nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Świadczy o tym anegdota z czasów, gdy był już starszym, siwym panem. Wracał właśnie przez Błonia z meczu Wisły. Kiedy zobaczył grupkę chłopaków grających w piłkę, od razu przypomniał sobie młodzieńcze czasy i tak jak wtedy poprosił: „Chłopcy, dajcie pokopać”. „Czemu nie” – pomyśleli, nie widząc w nim rywala. Przerwali grę i zachęcali: „No, strzelaj pan!”. Nie spodziewali się, co będzie dalej. Piłka wystrzelona jak z procy trafiła idealnie w róg bramki. Za chwilę, uderzona z woleja, przeleciała tuż obok słupka. Młody bramkarz nie wytrzymał: „E tam, na takie bomby to ja nie mam siły! On strzela jak prawdziwy gracz”44.

Przypisy:

1www.historiawisly.pl [dostęp: 1 marca 2021 r.].
2Henryk Reyman – żołnierz niepodległości, legenda Wisły Kraków, film dokumentalny zrealizowany w ramach projektu Otwarty Kraków, https://www.otwartykrakow.pl/?fbclid=IwAR0B_K0eBzIm8lXcp3nmW2Flaok2wwibkYettHHoDTffWM9IzpziCbdb9Rw [dostęp: 2 kwietnia 2021 r.].
3Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu. Wiślacka legenda: Henryk Reyman 1897–1963, s. 538–540, Kraków 2006.
4Tamże, s. 14–15.
5Jerzy Truściński, Andrzej Urbaniak, Ppłk Henryk Tomasz Reyman – sportowiec i żołnierz, „Kutnowskie Zeszyty Regionalne” 2004, t. VIII.
6 Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 375.
7Tamże, s. 380.
8Tamże, s. 381.
9Jerzy Truściński, Andrzej Urbaniak, Ppłk Henryk Tomasz Reyman.
10Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 35.
11Tamże, s. 35.
12Tamże, s. 35.
13www.historiawisly.pl [dostęp: 02 marca 2021 r.].
14Michał Białoński, Piłkarskie legendy Orłów. Henryk Reyman – sylwetka, https://sport.interia.pl/raporty/raport-pilkarskie-legendy-orlow/sylwetki/news-pilkarskie-legendy-orlow-henryk-reyman-sylwetka,nId,4426877 [dostęp: 1 marca 2021 r.].
15www.historiawisly.pl [dostęp: 3 marca 2021 r.].
16Tamże.
17Tamże.
18Henryk Reyman (28 VII 1897 – 11 IV 1963), film przygotowany przez Wiślackich Patriotów,
https://www.youtube.com/watch?v=qsCxpSXKp70 [dostęp: 2 marca 2021 r.].
1995 lat temu Henryk Reyman wypowiedział słynne słowa: „Nikt nie wymaga od Was samych zwycięstw…”, https://wisla.krakow.
pl/aktualnosci/aktualnosci/95-lat-temu-henryk-reyman-wypowiedzial-slynne-slowa-nikt-nie-wymaga-od-was-samych-zwyciestw [dostęp: 2 marca 2021 r.].
20Michał Białoński, Piłkarskie legendy Orłów.
21Tamże.
22Henryk Reyman, http://historiawisly.pl/wiki/index.php?title=Henryk_Reyman [dostęp: 1 marca 2021 r.].
23Tamże.
24Tamże.
25www.historiawisly.pl [dostęp: 2 marca 2021 r.].
26Jerzy Truściński, Andrzej Urbaniak, Ppłk Henryk Tomasz Reyman.
27Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 550.
28Tamże, s. 550.
29Jerzy Truściński, Andrzej Urbaniak, Ppłk Henryk Tomasz Reyman.
30Tamże.
31Janusz Maria Tomaszewski, https://ocalicpamiec.mhk.pl/portfolio/janusz-maria-tomaszewski/ [dostęp: 5 marca 2021 r.].
32www.historiawisly.pl [dostęp: 2 marca 2021 r.].
33Beata Mordarska, Siła brandu na przykładzie marki sportowej „Wisła Kraków”, http://nowymarketing.pl/a/31108,sila-brandu-na-przykladzie-marki-sportowej-wisla-krakow?fbclid=IwAR2tnpqKQ8OAzMMxpZkw5HmlRsMIC2YMz4jnTc8TzmRD-5fY5hauHrl2kDxU [dostęp: 2 marca 2021 r.].
34Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 527.
35www.historiawisly.pl [dostęp: 2 marca 2021 r.].
36Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 522.
37Bartosz Karcz, Henryk Reyman – wzór pod każdym względem. Wspominamy legendę Wisły, https://gazetakrakowska.pl/henryk-reyman-wzor-pod-kazdym-wzgledem-wspominamy-legende-wisly/ar/793384 [dostęp: 2 marca 2021 r.].
38Jan Frandofert, „Biała Gwiazda” Henryka Reymana, http://www.tswisla.pl/biala-gwiazda-henryka-reymana/ [dostęp: 2 marca 2021 r.].
39Tamże.
40Bartosz Karcz, Henryk Reyman – wzór pod każdym względem.
41Tamże.
42Tamże.
43www.historiawisly.pl [dostęp: 2 marca 2021 r.].
44Paweł Pierzchała, Z Białą Gwiazdą w sercu, s. 523.