Leszek Lubicz-Nycz Zarażony niepodległością

Gładkie zwycięstwo przechodzi często bez wrażenia. Walka do ostatniego tchu, ten najbardziej emocjonujący element sportu, zostawia w naszej pamięci niezatarte ślady1. Brązowy medal polskich szablistów na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles, wywalczony w meczu z gospodarzami, musiał smakować szczególnie. W składzie polskiej drużyny był Leszek Lubicz-Nycz, legionista, bohater wojny polsko-bolszewickiej, kawaler Orderu Virtuti Militari.

Nastolatek w Legionach

Leszek Lubicz-Nycz przyszedł na świat 20 sierpnia 1899 r. w Brzesku. Jego ojciec był lekarzem, dlatego rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania. Chłopak uczył się w gimnazjum w Bochni, potem w Nowym Sączu2. Niedaleko, w Krakowie, tuż przed 14. urodzinami Leszka tworzyły się Legiony Polskie.

Michał Janik z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku napisał, że fenomen Legionów wykraczał daleko poza ich stricte militarne znaczenie. Można go określić jako „zarażanie” polskiego społeczeństwa ideą walki o niepodległość3. Leszek Lubicz-Nycz miał 16 lat, gdy został zarażony marzeniem o niepodległej Polsce. Przerwał naukę i 14 lutego 1916 r. wstąpił na ochotnika do Legionów Polskich4. Prawdopodobnie w czasie rekrutacji musiał nieco sfałszować swój wiek. Obowiązywała instrukcja, by w szeregi legionistów nie przyjmować chłopców poniżej 17. roku życia, ale młodzież tak garnęła się do walki, że nawet niektórym wyrośniętym 13- i 14-latkom udawało się przejść rekrutację5.

Leszka przydzielili do 6. Pułku Piechoty, potem trafił na niemal rok do 1. Pułku Artylerii. W 1917 r. wrócił jeszcze na chwilę do Nowego Sącza, by zdać maturę. Dwa dni po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wstąpił do Wojska Polskiego. Wkrótce rozpoczął studia na Wydziale Rolniczo-Leśniczym Politechniki Lwowskiej w Dublanach, ale ich nie ukończył. Decyzję o porzuceniu nauki przyspieszyła nagła śmierć ojca na tyfus6.

Zwycięstwo 1920

Leszek czuł się przede wszystkim żołnierzem. W czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w 1. Pułku Artylerii Górskiej i otrzymał swoje pierwsze odznaczenie – Virtuti Militari V klasy za bohaterstwo i bojową postawę w bitwie pod Małaszewicami Wielkimi. Wziął udział w bitwie pod Berezyną, ofensywie kijowskiej. Dowodził plutonem, działał także w wywiadzie7.

Po zwycięstwie nad bolszewikami kształcił się w Szkole Podchorążych Artylerii w Poznaniu. Polubiliśmy się bardzo. Uczył się doskonale i wyróżniał na wszystkich ćwiczeniach w terenie opanowaniem graniczącym z angielską flegmą, a jednocześnie szybką orientacją i doskonałą sprawnością fizyczną – wspominał kolegę Jerzy Kirchmayer, późniejszy generał. Był bardzo ambitny i nie dał sobie wydrzeć stanowiska prymusa w szkole, chociaż zdolności miał raczej średnie. Nadrabiał to pracowitością. U przełożonych cieszył się dużym autorytetem jako kawaler Virtuti Militari, Krzyża Walecznych – no i legionista8.

To w szkole podchorążych zaraził się swoją drugą miłością, szermierką. Zaczęło się od poznańskiej Centralnej Wojskowej Szkoły Gimnastyki i Sportów (CWSGiS).

Leszek skończył kursy: gimnastyczno-sportowy, wychowania fizycznego i szermierczy. W 1922 r. po raz pierwszy wziął do ręki floret i szablę. Wyczynowo zaczął uprawiać szermierkę dopiero w wieku 26 lat, ale szybko okazało się, że ma ogromny talent. Reprezentował warszawskie kluby: AZS (1927–1928) i Legię (1929–1933), a od 1934 r. także AZS Poznań9.

Zawodnik i trener

Pierwsze sukcesy przyszły bardzo szybko. W 1927 r. Leszek zajął czwarte miejsce na mistrzostwach Polski we florecie. Rok później na mistrzostwach Wojska Polskiego zwyciężył w szabli. Już nie wypuścił jej z rąk. Wywalczył mistrzostwo Polski w roku 1931 i 1934. Reprezentował kraj na mistrzostwach Europy. W drużynie zdobył dwa brązowe medale – w 1930 i 1934 r.

Sprawdzał się również w pracy szkoleniowej. W 1927 r. został instruktorem w Ośrodku Wychowania Fizycznego w Wilnie, kierował tam m.in. sekcją szermierczą, współpracował z WKS Pogoń. Po roku wrócił do Poznania, był już w kadrze oficerów artylerii. W CWSGiS pracował jako instruktor szermierki i narciarstwa (narty dopiero miały się okazać jego kolejną życiową pasją). W 1929 r. został jednym z pierwszych pracowników Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (CIWF) – dzisiejszej Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie. CIWF to jednostka powołana przez Radę Naukową Wychowania Fizycznego pod przewodnictwem Marszałka Józefa Piłsudskiego. Celem instytutu było kształcenie przyszłych nauczycieli wychowania fizycznego.

Wkrótce Leszek Lubicz-Nycz wspólnie z Adamem Papéem i Kazimierzem Laskowskim mieli zdobyć, jako pierwsi w Polsce, dyplomy fechtmistrzów amatorów10. Zanim do tego doszło, Leszek dzielił z Adamem swój największy sportowy sukces.

Order Virtuti Militari kl. V
Fot. Archiwum

Fragment podręcznika Władysława Sobolewskiego „Szermierka na szable” (Warszawa 1920)
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Centralny Instytut Wychowania Fizycznego w obiektywie znanego fotografa II RP Henryka Poddębskiego. Zdjęcie zostało wykonane przed 1939 r.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Zdobywcy brązowego medalu na letnich igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Stoją od lewej: Władysław Segda, Władysław Dobrowolski, Adam Papée, Marian Suski, Jerzy Zabielski. Siedzą od lewej: Leszek Lubicz-Nycz, trener Bela Szombathely, Tadeusz Friedrich
Fot. NAC

Brąz w Los Angeles

W skład olimpijskiej drużyny szablistów wchodzili, poza Lubiczem-Nyczem i Papéem, Władysław Dobrowolski, Tadeusz Friedrich, Władysław Segda i Marian Suski. Do Los Angeles przypłynęli statkiem Pułaski. Kiedy przyszedł decydujący mecz, byli w kiepskiej formie. Zawodników zmęczonych podróżą i chorobą morską do walki o medal zagrzewała miejscowa Polonia. Niezwykły doping, wytrzymałość i hart ducha okazały się skuteczne – Polacy wygrali z USA 8:8 (w trafieniach 60:59).

Moment oczekiwania, ważenia na szali myśli i czynów, a potem błyskawica – to Polak zadał cios. Na nic parada. Amerykanin sam zdejmuje maskę i składa rycersko gratulacje zwycięzcy spotkania i meczu. Długie niemilknące brawa nagradzają czyn tych, którzy będąc w gorszej pod każdym względem sytuacji, potrafili rzucić na szalę wyższe walory moralne, większą wolę zwycięstwa, większe zdecydowanie, więcej odwagi, byli jednem słowem lepszymi sportowcami. Porwało to nawet Amerykan, którzy zapomnieli, że to przegrali ich rodacy, w których tak wierzyli11.

Prasa podkreślała, że brązowy medal – w obliczu niedoścignionego poziomu prezentowanego przez złotych Węgrów i srebrnych Włochów – był szczytem marzeń. Styl, w którym pokonali Stany Zjednoczone, był wprost wspaniały […]. Trudno wyobrazić sobie walkę, która miałaby więcej akcentów wielkiego, heroicznego boju12. Dla Leszka Lubicza-Nycza olimpijski brąz w Los Angeles to ukoronowanie kariery szermierza.

Stok zamiast planszy

Dwa lata po zdobyciu medalu Leszek coraz częściej odkładał szablę. Teraz jego największą pasją stało się narciarstwo. Brał udział w mistrzostwach Związku Wojskowych Klubów Sportowych – zajął pierwsze miejsce w slalomie i drugie w biegu zjazdowym w grupie starszych. Narciarstwo sprawiało mu ogromną przyjemność, ale równie dużą – uczenie innych. Urządzał kursy dla młodszych oficerów w Dolinie Chochołowskiej13. Opracował nawet specjalną instrukcję dla żołnierzy i w 1936 r. wydał podręcznik dla przyszłych szkoleniowców: Wytyczne nauczania i zasady jazdy na nartach.

Fragment tygodnika „Raz, Dwa, Trzy” (nr 33, 17 sierpnia 1932 r.)
Ze zbiorów Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej

Delegacja Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na audiencji u prezydenta RP Ignacego Mościckiego (1932 r.). Trzeci od lewej stoi
kpt. Leszek Lubicz-Nycz
Fot. NAC

Wojenne losy medalistów z Los Angeles

Wszyscy koledzy Leszka Lubicza-Nycza z drużyny olimpijskiej w czasie II wojny światowej walczyli w obronie Polski. Marian Suski był dowódcą łączności w Dowództwie Obrony Warszawy we wrześniu 1939 r. Po klęsce trafił do oflagu, a następnie rozpoczął służbę w II Korpusie Polskim we Włoszech.

Major Władysław Segda po udziale w kampanii wrześniowej wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych. Po wojnie nie wrócił do Polski, uczył szermierki na Uniwersytecie Edynburskim (wnuczką Władysława jest znana aktorka i nauczyciel akademicki, prof. Dorota Segda).

Tadeusz Friedrich i Adam Papée wzięli udział w Powstaniu Warszawskim. Friedrich w czasie wojny odmówił wspólnych treningów z gestapowcem, byłym niemieckim szermierzem Stabenowem.

Źródło: M. Łuczak, Szermierka w Polsce w latach 1945–1989, Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego w Poznaniu, Poznań 2002.

Rok później został członkiem zarządu Polskiego Związku Narciarstwa. To właśnie z 1937 r. pochodzą ostatnie narciarskie zdjęcia Lubicza-Nycza. Zachowały się do dziś, grupa narciarzy przygotowuje się na nich do zjazdu z Kasprowego Wierchu. Obok Leszka stoi m.in. słynny Bronisław Czech.

Lubicz-Nycz został zapamiętany jako bardzo lubiany w wojsku instruktor14.

Ostatnia bitwa

Kiedy wybuchła wojna, dowodził 2. Dywizjonem 14. Pułku Artylerii w ramach 14. Dywizji Piechoty Armii „Poznań”. Ostatni raz spotkaliśmy się w Iłowie w nocy z 17 na 18 IX 1939 r. – wspominał po latach gen. Jerzy Kirchmayer. Zastał mnie przy rozplątywaniu wściekłego zatoru na skrzyżowaniu dróg. Był sam lub może tylko z kilkoma żołnierzami. W każdym razie nie miał już swego dywizjonu. Postał trochę ze mną i pomógł mi. Uścisnęliśmy sobie dłonie15.

Uczestnicy kursu narciarskiego na Kasprowym Wierchu w 1937 r. Na zdjęciu m.in. Bronisław Czech (piąty od lewej) oraz komendant kursu Leszek Lubicz-Nycz (prawdopodobnie trzeci od lewej)
Fot. NAC

Tragiczny wrzesień 1939

Wśród Polaków, którzy we wrześniu 1939 r. stanęli w obronie ojczyzny zaatakowanej przez Niemcy, byli wybitni sportowcy. Jan Wrzosek, trzykrotny mistrz Polski w karabinie sportowym, dowodził 3. Batalionem 74. Pułku Piechoty w Armii „Kraków”. Zginął 3 września pod Złotym Potokiem. Kapitan Ryszard Radzikowski, mistrz Polski w ujeżdżaniu, był dowódcą 2. Baterii 1. Dywizjonu Artylerii Konnej w Armii „Modlin”. Poległ 26 września. Czesław Cyraniak, mistrz Polski w boksie z 1935 r., dowodził 2. Plutonem 5. Kompanii 2. Batalionu 57. Pułku Piechoty. Zginął w nocy z 11 na 12 września w bitwie nad Bzurą, w okolicach wsi Mąkolice.

We wrześniu ’39 walczył również legendarny mjr Henryk Dobrzański „Hubal” – przed wojną znakomity jeździec, członek drużyny, która zdobyła Puchar Narodów w Nicei w 1925 r. Hubal był zastępcą dowódcy 110. Pułku Ułanów na Białostocczyźnie. Po klęsce wrześniowej postanowił nie składać broni i na Kielecczyźnie stworzył oddział partyzancki. Zginął 30 kwietnia 1940 r. pod Anielinem.

Źródło: K. Apiecionek, Sportowcy na froncie, www.dzieje.pl, 8 grudnia 2016 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.]; A. Jucewicz, W. Stępiński, Chwała olimpijczykom, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1968.

Major Lubicz-Nycz walczył w bitwie nad Bzurą, potem próbował się przebić do stolicy ze swoimi żołnierzami. Tak wspominał go po latach jeden z nich, pchor. Jan Urbaniak: Wielkie wrażenie zrobił na mnie major Nycz – ludzki, męski, mężny. Do końca działań był z naszymi bohaterami, ja go już jednak więcej nie widziałem16.

22 września 1939 r. mjr Lubicz-Nycz podjął ryzyko przedostania się konno z Łomianek do Burakowa, tuż przy przedmieściach Warszawy. Dostał się pod ogień niemieckich karabinów maszynowych. Według relacji kpt. Adama Soi, lekarza, zginął na miejscu – miesiąc po swoich 40. urodzinach17. Pośmiertnie otrzymał awans do stopnia podpułkownika artylerii Wojska Polskiego18.

Grób Leszka Lubicz-Nycza na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie
Fot. Wikipedia

Przypisy:

1 Wiwat szabla polska!, „Przegląd Sportowy”, nr 66, 17 sierpnia 1932 r., s. 6.
2 Leszek Lubicz Nycz. Karta poległego, www.bohaterowie1939.pl, 22 września 2012 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
3 M. Janik, Legiony Polskie 1914–1918, www.muzeumpilsudski.pl [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
4 Lubicz-Nycz Leszek Władysław, Wykaz Legionistów Polskich 1914–1918, www.wykaz.muzeumpilsudski.pl, 11 września 2014 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
5 J. Skalska, Legiony Polskie, czyli żołnierska demokracja, www.histmag.org, 5 lutego 2018 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
6, 7 Lubicz-Nycz Leszek Władysław (1899–1939) [w:] B. Tuszyński, H. Kurzyński, Leksykon olimpijczyków polskich. Od Chamonix i Paryża do Soczi 1924–2014, wyd. 3, poprawione i uzupełnione, Polski Komitet Olimpijski, Warszawa 2014, s. 975.
8 J. Kirchmayer, Pamiętniki, wyd. 4, Warszawa 1987, s. 26, cyt. za: Leszek Lubicz Nycz. Karta poległego, www.bohaterowie1939.pl, 22 września 2012 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
9, 10 Lubicz-Nycz Leszek Władysław (1899–1939)…, op. cit.
11, 12 Wiwat szabla polska!, op. cit.
13 Leszek Lubicz Nycz. Karta poległego…, op. cit.
14 Lubicz-Nycz Leszek Władysław (1899–1939)…, op. cit.
15 J. Kirchmayer, op. cit.
16 J. Urbaniak, Innej drogi nie było [w:] Wrześniowe dni klęski, dni chwały, red. E. Makowski, Poznań 1989, s. 383–384, cyt. za: Leszek Lubicz Nycz. Karta poległego, www.bohaterowie1939.pl, 22 września 2012 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
17 B. Lubicz-Nycz, Ostatni start olimpijczyka, „Stolica”, r. 34, 1979, nr 39 (1658), s. 15–16, cyt. za: Leszek Lubicz Nycz. Karta poległego, www.bohaterowie1939.pl, 22 września 2012 r. [data dostępu: 11 marca 2018 r.].
18 Lubicz-Nycz Leszek Władysław (1899–1939)…, op. cit.

Jerzy Iwanow-Szajnowicz Kochał Polskę

Ciążę miałam dobrą i spokojną, lecz poród ciężki, trwający całą dobę, podczas którego matka moja cały czas modliła się na klęczkach. Synowi daliśmy na imię Jerzy, bowiem na […] starej ikonie, osłoniętej złotymi blachami, obok Matki Bożej wyobrażony był woskowymi farbami ów właśnie święty zwyciężający smoka1 – tak Leonarda Szajnowicz zapamiętała narodziny swego pierwszego syna. Człowieka, którego za kilkadziesiąt lat nazywać będą polskim Jamesem Bondem, najlepszym dywersantem II wojny światowej i agentem nr 1. Bo Jurek, tak jak jego patron, który patrzył na narodziny chłopca z ikony w złotych ramach, stanął oko w oko z wcielonym złem.

„Jestem Polakiem i chcę grać z wami w piłkę wodną”

Pewnego dnia pod koniec 1937 r. na pływalni AZS-u w Parku Skaryszewskim trening odbywała drużyna piłki wodnej. Na pomoście stanął przystojny, dobrze zbudowany, uśmiechnięty chłopak. Po skończonych ćwiczeniach podszedł do jednego z zawodników. – Kolega Makowski? – Tak, a skąd kolega zna moje nazwisko? – Zaraz powiem, ale pozwólcie, że najpierw wam się przedstawię. Nazywam się Jerzy Iwanow-Szajnowicz – tak pierwsze chwile Jurka w klubie AZS wspominał w audycji Polskiego Radia Tadeusz Makowski, jego kolega z zespołu. Jurek zapowiedział, że po ukończeniu studiów w Belgii chce pozostać w Polsce. Jestem Polakiem i chcę grać z wami w piłkę wodną – oświadczył.
Nowi koledzy byli zaciekawieni, jak to możliwe, że student belgijskiej uczelni kojarzy ich nazwiska. W Belgii prenumeruję „Przegląd Sportowy”. Znam was wszystkich! – wyjaśnił zadowolony z siebie Jurek. Makowski i Szajnowicz szybko się zaprzyjaźnili. Jurek był bardzo towarzyski, uśmiechnięty, wesoły. Lubił zabawę, ubóstwiał tańczyć. Na dansingi chodziliśmy do jachtklubu. Pierwszą sympatią Jurka była moja siostra, też AZS-ianka. Z takich eskapad wracaliśmy dorożką, które Jurek uwielbiał. Wybierał te z ładnym koniem – wspominał pół wieku później wyraźnie wzruszony Tadeusz Makowski, autor tekstu o Iwanowie-Szajnowiczu, który zamieścił w swojej książce „Kraulem przez Wisłę”.

Źródło: Jerzy Iwanow-Szajnowicz, audycja z cyklu Z ziemi polskiej, Polskie Radio, 26 września 1987 r. [data odsłuchania na stronie internetowej Polskiego Radia: 20 marca 2018 r.].

Między dwiema ojczyznami

Jerzy Iwanow-Szajnowicz był synem Polki Leonardy Szajnowicz i rosyjskiego pułkownika Władimira Iwanowa. Urodził się 14 grudnia 1911 r. Małżeństwo rodziców nie należało do udanych i bardzo szybko się rozpadło. Leonarda wyszła za mąż po raz drugi, za greckiego przedsiębiorcę, który zakochał się w niej bez pamięci. Kobieta była żarliwą patriotką. Małemu Jurkowi, zwanemu Irkiem, opowiadała legendy o polskich bohaterach i życiorysy wielkich królów. Wychowaniu syna poświęcała mnóstwo uwagi. Była dumna, gdy pewnego dnia przeczytała w jednym z warszawskich dzienników list dostarczony przez jej syna. Trzynastoletni Jurek był świadkiem ulicznego incydentu: ktoś zaatakował bezbronnego staruszka. Policjant, do którego chłopiec zwrócił się o interwencję, zbył go. Naturalnie łobuz uciekł. Jak to można pozwolić, żeby na ulicach, w biały dzień, łobuzy bili starców. Proszę pana redaktora zająć się tą sprawą2 – prosił Jurek.

Chłopak przysparzał też zmartwień. W czasie zamachu majowego w 1926 r. zniknął z domu bez słowa. Wrócił do zrozpaczonej matki po kilku dniach, umorusany, ale radosny. Z przejęciem wyjaśnił rodzinie, że pomagał żołnierzom, donosząc wodę na ich pozycje. Jurek był zdolny, lecz szkolny rygor mu nie odpowiadał. Bardziej pasjonowało go to, co działo się za murami szkoły. Urywał się z lekcji – pewnego dnia oświadczył matce, że do domu przyjechał na armacie, podwieziony przez żołnierzy, których spotkał, gdy akurat wracali z ćwiczeń.

Wkrótce rodzina przeprowadziła się do rodzinnego kraju ojczyma Jurka – Grecji. Nauczyciele liceum w Salonikach uwielbiali Jerzego, ale on nie potrafił się skupić na nauce. Roznosiła go energia, a jedynym sposobem na jej ujarzmienie był sport3. Jurek pokochał m.in. piłkę nożną, choć jego prawdziwą miłością okazały się piłka wodna i żeglarstwo. W wodzie radził sobie znakomicie. Pływał bardzo szybko i bez wysiłku pokonywał duże odległości. Wykonywał brawurowe skoki do wody z wysokich skał, kręcąc w powietrzu widowiskowe obroty4. Zapisał się do klubu sportowego Iraklís w Salonikach5.

Drużyna piłkarska francuskiego liceum w Salonikach. Jerzy Iwanow-Szajnowicz w roli bramkarza, 1928 r.
Z prywatnego archiwum Leonardy Lambrianidu. Zdjęcie udostępnił Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

Uniwersytecka drużyna koszykarska z Jerzym Iwanowem-Szajnowiczem w składzie. Polak stoi pierwszy z prawej, obok niego trzech Amerykanów i dwóch Chińczyków (marzec 1937 r.)
Z prywatnego archiwum Leonardy Lambrianidu, siostrzenicy Jerzego Iwanowa-Szajnowicza. Zdjęcie udostępnił Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

Obywatel świata, reprezentant Polski

Dla człowieka, który najchętniej nie wychodziłby z wody, decyzja o wyjeździe z Grecji z pewnością nie należała do łatwych. Podjęli ją za niego matka i ojczym, którym zależało na dobrym wykształceniu Jurka (już wtedy był poliglotą – mówił po polsku, rosyjsku, grecku, angielsku i francusku). W 1933 r. wyjechał na studia do Belgii. Zanim dotarł do celu swojej podróży, czyli uniwersyteckiego miasta Leuven, zwiedził niemieckie miejscowości, w których panoszył się już kult Hitlera. Obserwował z niesmakiem niemiecką młodzież w mundurach ze swastykami. Za Kolonią zaatakowała go hitlerowska bojówka za to, że czytał polski „Ilustrowany Kurier Codzienny” z karykaturą Führera. Awanturników pokonał na słowa6. Minie kilka lat, zanim stanie do bezpośredniej konfrontacji.

Jesienią 1935 r. Jerzy Iwanow formalnie został polskim obywatelem (dotąd uznawano go za obywatela byłego Imperium Rosyjskiego). Dla Jurka była to bardzo ważna sprawa: od teraz mógł marzyć o reprezentowaniu Polski w rozgrywkach sportowych i zapisać się do warszawskiego AZS-u7. W przerwach między zajęciami na uniwersytecie przyjeżdżał na treningi do Polski. Kilkanaście miesięcy później prasa odnotowała nowo odkryty talent. W grudniu 1937 r. napisano, że Iwanow ma wrodzony dryg do water-polo i jest dużą nadzieją na przyszłość8. Zdobył z drużyną wicemistrzostwo Polski9, a wkrótce został też najlepszym strzelcem w swoim klubie. Jeden z dzienników z uznaniem odnotował, że Iwanow to już utytułowany sportowiec – mistrz akademicki Belgii w pływaniu i mistrz Grecji w stylu dowolnym10. Pod koniec lat 30. Jurek Iwanow był kapitanem drużyny Uniwersytetu Lowańskiego na akademickich mistrzostwach Belgii. Indywidualnie zwyciężył na dystansie 50 m stylem motylkowym, bijąc rekord uniwersytecki Belgii11.

Choć z Jurka był obywatel świata, to przywiązanie do polskiego klubu – AZS-u – przeżywał najmocniej. Kiedy pewnego dnia w wyniku prania czerwień klubowego dresu zafarbowała białego orła, nie spoczął, dopóki specjalnymi chemikaliami nie przywrócił emblematowi właściwego koloru12.

Przygotowania do wystawy artystów-humorystów w Paryżu w lutym 1937 r. Na karykaturalnych maskach przedstawiono m.in. Adolfa Hitlera, Benito Mussoliniego i Leona Bluma
Fot. NAC

Zamek Arenberg, część Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium
Fot. Wikipedia

„Polskę kochał ponad wszystko”

Z relacji Tadeusza Makowskiego, kolegi Jurka z warszawskiego AZS-u, wynika, że Iwanow bardzo przeżywał niepokojące wydarzenia na arenie międzynarodowej w końcówce lat 30., np. układ monachijski dotyczący przyłączenia części Czechosłowacji do Rzeszy Niemieckiej (wrzesień 1938). W marcu 1939 r. w Polsce ogłoszona została tzw. mobilizacja alarmowa. Jurek nie miał uregulowanych spraw wojskowych, załatwiał je, ale bał się, że może nie zdążyć13 – zapamiętał Makowski.

Latem 1939 r. drużyna AZS-u wyjechała na obóz treningowy do Budapesztu. Tadeusz Makowski opowiada: Treningi już tak bardzo nas nie cieszyły. Jurek w każdej wolnej chwili szukał wiadomości prasowych na temat Polski, dyskutował. Mieszkaliśmy w czterech w jednym pokoju. Często budziliśmy się wcześnie rano, a Jurka już nie było. Biegał na dworzec po zagraniczną prasę. Chodził coraz bardziej zamyślony, smutny, poważniejszy niż zwykle. Na koniec obozu był w rozterce. Czy wracać z nami do kraju, czy jechać do Grecji pożegnać ukochaną matkę i braci? Wrócił z nami do Warszawy, zdążyliśmy rozegrać jeszcze jeden mecz, w którym rozgromiliśmy Legię 6:0. Podzieliliśmy się golami – Jurek, ja i Kaziu Bocheński14.

Po kilku dniach koledzy żegnali Jurka odjeżdżającego pociągiem z warszawskiego dworca. Żegnajcie, niedługo wrócę! – krzyknął na pożegnanie. Wracał do Grecji – kraju, który zdążył pokochać, bo Grecy ze swoją gościnnością i otwartością przypominali mu Polaków15. Po przyjeździe był jednak rozczarowany, bo grecki rząd i duża część społeczności Salonik otwarcie sprzyjały Hitlerowi. Wściekły zawiesił obok drzwi wejściowych napis: „Zabrania się słuchać niemieckich stacji w tym domu”16. Jurek należał do ludzi nieprzeciętnych – mówił w Polskim Radiu Tadeusz Makowski. Odważny, mężny, gorący patriota. Polskę kochał nad wszystko. Nie mógł pogodzić się z tym, że możemy przegrać wojnę z Niemcami17.

Misja Jerzego

Na wiadomość o napaści Niemiec na Polskę natychmiast pobiegł do konsulatu. Prosił o przydział do wojska, ale zdezorientowani pracownicy wytłumaczyli mu, że oczekują na zarządzenia z centrali. Za kilka dni do Salonik zaczęli docierać pierwsi polscy uchodźcy18. Jerzy nie dostał upragnionego powołania do wojska, ale nie potrafił bezczynnie siedzieć przy radioodbiorniku, słuchając o kolejnych podbojach Niemiec. Otrzymał przydział do pracy w konsulacie. Zaangażował się w przerzucanie polskich żołnierzy z Węgier i Rumunii na terytorium Francji, gdzie tworzyła się polska armia19. Po powrocie do domu często wychodził na dach i przyglądał się przelatującym kilkadziesiąt metrów wyżej niemieckim samolotom pasażerskim. Gdybym tak trafił, mieliby o jednego mniej – tłumaczył młodszemu bratu20. Wiedział, że samoloty nie przewożą zwyczajnych pasażerów, ale Niemców, którzy wkrótce mieli objąć posterunki Gestapo.

Jesienią 1940 r. Grecja została zaatakowana przez faszystowskie Włochy, a kilka miesięcy później przez ich sojuszników – Niemcy. Jerzy opuścił Saloniki i przez morze dotarł do Palestyny, będącej pod mandatem Wielkiej Brytanii. Uznał, że z tamtego miejsca łatwiej mu będzie w końcu stanąć do walki w szeregach polskiej armii, sprzymierzonej z Brytyjczykami. Marzenie Jurka spełniło się, ale tylko na chwilę. Był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych zaledwie przez 49 dni21.

Polscy wojskowi byli nieufni wobec młodzieńca o rosyjskich korzeniach i nazwisku, a także podejrzanie dużym międzynarodowym obyciu. Może to agent obcego wywiadu? – snuli przypuszczenia. Więcej ufności wykazali Brytyjczycy. Docenili sprawność działania Jurka, znajomość wielu języków22. Iwanow przeszedł trzymiesięczne szkolenie, podczas którego uczył się m.in. obsługiwać radiostację i używać materiałów wybuchowych. Zapadła decyzja o powrocie do Grecji, gdzie jego zadaniem miało być organizowanie ruchu oporu wobec Niemców.

Skuteczny agent

Do Grecji przypłynął na pokładzie okrętu podwodnego. Na miejscu stał się ekspertem od dywersji. Stosował wyszukane metody, korzystając z nowinek technicznych dostarczanych przez Brytyjczyków i własnego sprytu. Unieruchamiał pociągi, uszkadzał samoloty. Do współpracy zwerbował robotników fabryki, która naprawiała silniki niemieckich maszyn. Po właściwej naprawie mieli umieszczać w nich tajemnicze drobne ziarenka, które zawierały substancję rozkładającą olej. Dla silnika – zabójczą, dla Niemców – trudną do wykrycia23.

Chociaż nie był żołnierzem, działał na wielu frontach. Przygotowywał plany zamachów bombowych na hitlerowców. Podkładał miny pod niemieckie okręty podwodne, zamocowawszy je wcześniej na własnych piersiach. Do U-Boota podpłynął wolno żabką, by nie robić hałasu. Po pozostawieniu ładunku odpłynął błyskawicznie kraulem, przemierzając zimne morze przez cztery godziny, tylko z kilkoma przerwami po drodze. Bomba eksplodowała za jakiś czas, kiedy Jerzy odpoczywał już na skalistym brzegu.

Gdy podkładanie materiału wybuchowego pod statki okazało się niemożliwe ze względu na wzmożone patrole, Jerzy wymyślił nowy sposób. Tym razem ładunek umieścił na motorówce. Wsiadł na nią i płynął w kierunku celu. Po ustawieniu kursu wyskoczył z łódki i odpłynął w przeciwnym kierunku. Motorówka wybuchła, powodując gigantyczny pożar przy brzegu i ogromne zniszczenie w bazie wroga24.

„Jestem wysłannikiem Polski…”

Jak to możliwe, że agent, który w brawurowy sposób podkładał bomby i rozbijał niemieckie maszyny, wpadł przez zwykłą nieostrożność? Pewnego dnia w przyjaznej rozmowie z napotkanym kolegą z dzieciństwa zdradził mu swój konspiracyjny adres. Został aresztowany przez Gestapo, ale szczęśliwie udało mu się zbiec z więzienia. Wszystkie mury i tablice ogłoszeniowe w Salonikach zostały oklejone listami gończymi. To dzięki nim wiemy dziś, jak wyglądał Jerzy: wzrost 170–72. Szczupły. Twarz pociągła z wystającymi kośćmi policzkowymi. Oczy niebiesko-szare. Nos prosty. Włosy ciemnoblond, zaczesane do tyłu, lekko sfalowane25. Dzięki pościgowi Jerzy stał się lokalnym bohaterem. W mojej klasie wszyscy chłopcy wiedzieli, kim jest Georgios Iwanow. Wszyscy chcieli być w przyszłości Iwanowami i mnie, jego bratu, dawali czasem pomarańczę albo garść rodzynków26 – wspominał młodszy brat Jurka, Aleksander.

Jerzy ukrywał się przez kilkanaście miesięcy. W tym czasie Brytyjczycy podejmowali rozpaczliwe próby wywiezienia go z Grecji, bo Niemcy nie ustawali w próbach dopadnięcia niezwykle skutecznego brytyjskiego agenta. W końcu kryjówka Iwanowa została odkryta przez włoską policję27. W areszcie gestapowcy obchodzili się z Jurkiem okrutnie. Był bity, zmuszany do morderczych ćwiczeń fizycznych, pozbawiany snu28.

2 grudnia 1942 r. Jerzy stanął przed sądem. Przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów: szpiegostwa, sabotażu, posiadania broni i stacji nadawczej, próby zabójstwa. Byłem wstrząśnięty słysząc, jak ten człowiek, wytworny i sympatyczny, udziela w sposób naturalny i swobodny odpowiedzi twierdzących, z których każda stanowi dostateczną podstawę dla wyroku śmierci29 – relacjonował później obrońca z urzędu wyznaczony w procesie Jerzego. Sąd pytał o wyszukane metody stosowane przez oskarżonego. Jurek stwierdził, że gdyby nawet wypuszczono go na wolność, podjąłby się ich jeszcze raz30. Wysłali mnie Anglicy. W rzeczywistości jednak jestem wysłannikiem tej Polski, która nigdy nie ustanie w walce z waszym najazdem31 – wyjaśnił zaskoczonemu sędziemu.

Wyrok

Sąd skazał Jurka na potrójną karę śmierci.

W Boże Narodzenie 1942 r. Leonarda Szajnowicz przełamała opłatek przed fotografią syna (ponoć Jurek na tym zdjęciu wyglądał zupełnie jak dyskobol z rzeźby Myrona). W tym samym czasie Jerzy ozdobił gałązkę, którą ktoś dostarczył do więzienia, polską i grecką flagą ze szmatek32.

4 stycznia, w dniu zaplanowanej egzekucji, Jerzy podjął ostatnią, rozpaczliwą próbę ucieczki. Udało mu się zrzucić kajdanki, uciekł. Niemiec wypalił w jego kierunku z broni. Ranny skazaniec krzyknął: Niech żyje Polska…, a w jego kierunku oddano kolejny strzał, tym razem śmiertelny33.

Godło AZS-u
Za: AZS

Jerzy Iwanow-Szajnowicz w czepku pływackim, 1934 r.
Z prywatnego archiwum Leonardy Lambrianidu. Zdjęcie udostępnił Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

Jerzy Iwanow-Szajnowicz na krótko przed rozpoczęciem wojny, 1939 r.
Z prywatnego archiwum Leonardy Lambrianidu. Zdjęcie udostępnił Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

Fragment londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” z informacją o śmierci Jerzego Iwanowa-Szajnowicza (nr 73, 26 marca 1945 r.)
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Pomnik Jerzego Iwanowa-Szajnowicza w Salonikach
Fot. Wikipedia

Kiesariani – prawdopodobne miejsce śmierci Jerzego Iwanowa-Szajnowicza
Fot. Wikipedia

Zapomniany bohater

Bez większego ryzyka błędu można założyć, że gdyby spytać na ulicy stu przypadkowych przechodniów, czy wiedzą, kim był Jerzy Iwanow-Szajnowicz, to zapewne poprawnej odpowiedzi udzieliłyby nie więcej niż dwie osoby – zakłada Jerzy Eisler. Zdaniem historyka popularność Jerzego Iwanowa-Szajnowicza jest niewspółmierna do skali jego wyczynów. Choć nie miał do dyspozycji ani jednego żołnierza, a wyłącznie swój spryt, sprawność fizyczną i międzynarodowe obycie, jest oceniany jako najskuteczniejszy sabotażysta, wart więcej niż dywizja wojska.

Jerzy Iwanow-Szajnowicz został pośmiertnie odznaczony Orderem Virtuti Militari. W Salonikach patronuje jednej z największych hal sportowych, ma też swój pomnik. W Warszawie upamiętniają go dwie tablice: w kościele św. Aleksandra, gdzie była jego pierwsza parafia, oraz na murze jednej z kamienic na Nowym Świecie, gdzie mieszkał. W 1972 r. powstał film fabularny o życiu Iwanowa-Szajnowicza – Agent nr 1 w reżyserii Zbigniewa Kuźmińskiego. Jak zauważa historyk Robert Gawkowski, główną rolę w filmie zagrał Karol Strasburger – wnuk prof. Edwarda Karola Strasburgera, który w latach 1917-1922 był kuratorem AZS Warszawa, ukochanego klubu Jerzego Iwanowa-Szajnowicza.

Źródło: J. Eisler, Agent nr 1, „Pamięć.pl”, nr 2/2016

Przypisy:

1 M. i J. Przymanowscy [oprac.], Leonarda i jej synowie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, s. 13.
2 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 15, 23.
3 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 24, 32.
4 M. Szymaniak, Nazywali go „człowiek-ryba”. Kim był najlepszy dywersant II wojny światowej?, www.gazeta.pl, maj 2017 r. [data dostępu: 18 marca 2018 r.].
5 G. Jatkowska, Jerzy Iwanow-Szajnowicz. Polski James Bond, www.naszahistoria.pl, 26 października 2017 r. [data dostępu: 18 marca 2018 r.].
6 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 43–44.
7 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 56.
8 Pod hasłem „Na podbój Europy” zakończyli pływacy trening waterpolowy, „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony”, nr 353, 21 grudnia 1937 r., s. 4.
9 Tadeusz Makowski, Kraulem przez Wisłę, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988, s. 39.
10 Kurjer sportowy, „Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony”, nr 182, 4 lipca 1938 r., s. 4.
11 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 58.
12 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 62.
13, 14, 15 Jerzy Iwanow-Szajnowicz, audycja z cyklu Z ziemi polskiej, Polskie Radio, 26 września 1987 r. [data odsłuchania na stronie internetowej Polskiego Radia: 20 marca 2018 r.].
16 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 70.
17 Jerzy Iwanow-Szajnowicz…, op. cit.
18 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 70.
19 G. Jatkowska, op. cit.
20 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 71.
21 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 100.
22, 23, 24 M. Szymaniak, op. cit.
25 G. Jatkowska, op. cit.
26 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 92.
27 G. Jatkowska, op. cit.
28, 29 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 107–108
30 M. Szymaniak, op. cit.
31 G. Łyś, Agent o sile dywizji, „Rzeczpospolita”, www.rp.pl, 10 lipca 2009 r. [data dostępu: 19 marca 2018 r.].
32 M. i J. Przymanowscy [oprac.], op. cit., s. 93, 109.
33 G. Jatkowska, op. cit.

Wacław Kuchar Sportowiec wszechstronny

Jest najbogatszą i najpiękniejszą kartą historii polskiego sportu. Koszulkę z Orłem wkładał aż w czterech jakże różnych dyscyplinach: hokeju na lodzie, lekkoatletyce, łyżwiarstwie szybkim i – przede wszystkim – w swej najukochańszej piłce nożnej1 – pisał o Wacławie Kucharze autor jego biografii Jacek Bryl. Piłkarz, hokeista, lekkoatleta, łucznik, narciarz i trener – już za życia Kuchar uznawany był za najwszechstronniejszego sportowca II Rzeczypospolitej. W swoim życiorysie ma także służbę ojczyźnie, m.in. podczas I wojny światowej.

Sportowa rodzina

Wacław Kuchar przyszedł na świat 16 września 1897 r. w Łańcucie jako czwarty syn Ludwiki i Ludwika Kucharów. Przez znaczną część dzieciństwa nie miał pojęcia, że wychowuje się w rodzinie węgierskiego pochodzenia. W trakcie przeglądania pamiątek odkrył przypadkiem, że jego pradziadek Béla Kéler był węgierskim kompozytorem. Prababcia z kolei pochodziła z Moraw. Ich córka – babcia Wacława od strony taty – wyszła za mąż za rodowitego Węgra Carolusa Kuchara, który zawodowo budował mosty dla kolei żelaznych. Ojciec sportowca Ludwik wyjechał do Krakowa. Tam poznał swoją przyszłą żonę.

Ludwika (z domu Drzewiecka) pochodziła ze szlacheckiej rodziny. Ludwik, świeżo upieczony absolwent Wydziału Chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim, szybko poprosił ją o rękę. Ślub odbył się w Krakowie w 1890 r., a rok później rodzina się powiększyła. Urodził się pierwszy syn – Tadeusz. W kolejnych latach na świat przyszli Karol, Władysław, Wacław i Kazimiera. Gdy Wacław miał niewiele ponad rok, rodzina zdecydowała się przeprowadzić do Lwowa. Tam ojciec zapisał swoje najstarsze pociechy do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Mały Wacek ukradkiem dostawał się na halę sportową i podglądał wyczyny rodzeństwa. Podobno gimnastyka zachwyciła go tak bardzo, że starał się wykorzystywać drzewo w przydomowym ogródku jako drążek do podciągania. Od pierwszej chwili otoczony byłem atmosferą sportową. Mając tak doskonałe wzory jak braci moich Tadeusza, Lola i Władka szybko zapaliłem się do sportu2 – mówił wiele lat później, kiedy został pierwszym w historii zwycięzcą plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na najlepszego polskiego sportowca roku. Kuchar otrzymał aż 94% głosów.

Do szkoły poszedł w wieku siedmiu lat. Choć miał do niej ponad trzy kilometry, cały dystans pokonywał niemal biegiem. Dwa lata później spełniło się jego marzenie – dołączył do trenujących w Sokole braci. Wacław lubił ruch, sport był dla niego ważną częścią każdego dnia. W wieku zaledwie 10 lat zajął drugie miejsce w mistrzostwach Lwowa w jeździe figurowej na lodzie.

Rodzina Kucharów była dość majętna: ojciec założył pierwszą we Lwowie salę kinową. Zachęcony sukcesem, otworzył też salę w Krakowie – słynne przez dziesięciolecia kino Wanda. Kolejne dwa kina powstały we Lwowie. Zarówno Ludwik, jak i Ludwika chętnie wspierali sport i nie szczędzili na niego pieniędzy. W 1907 r. stali się swego rodzaju patronami klubu stworzonego z dwóch innych, który odtąd zyskał nazwę Lwowski Klub Sportowy „Pogoń” (niektóre źródła podają, że nazwę wymyślił Kuchar senior). Podobno Ludwik w tajemnicy przed żoną dofinansowywał klub. Ludwika zaś w tajemnicy przed mężem robiła to samo. Tadeusz, brat Wacława i członek zarządu, wiedział o wszystkim, jednak dla dobra sprawy nie pisnął słowa żadnemu z rodziców3.

Po gimnastyce i łyżwiarstwie szybkim Wacek zaczął wykazywać szczególne zainteresowanie futbolem. Jak sam mówił po latach, piłka nożna była jego pierwszą kochanką. Stosunki z nią nawiązałem już w ósmym roku życia i mimo kuszących propozycyj i obiecujących widoków z innych stron, pozostałem jej wierny aż po dzień dzisiejszy4.

W tzw. II szkole realnej 11-letni Wacław założył drużynę o nazwie „Olimpia” (na grę w piłkę chłopcy wykorzystywali każdą przerwę). Aby zagospodarować czas po szkole, stworzył też podwórkowy klub Gloria. Z czasem, przy wsparciu rodziny, obie ekipy zostały włączone do rozgrywek juniorów Pogoni.

W wieku 15 lat Wacek zadebiutował w pierwszej drużynie (należeli do niej jego trzej starsi bracia). Pogoń wygrała wówczas 7:1, a zdobywcą trzech bramek był nie kto inny jak Wacław. W kolejnym meczu, z okazji otwarcia stadionu Pogoni
(1 maja 1913 r.), wystąpił już jako pełnoprawny zawodnik. Lwowski klub zmierzył się z Cracovią. Kuchar IV, jak nazywano wtedy Wacława, strzelił aż dwa gole. Pogoń zwyciężyła 3:1. Pan Ludwik był tak wzruszony, że zaniemówił. Pani Ludwika miała wilgotne oczy – czterech synów gra razem…5

Piłkarz

Zagrał w 1126 meczach i zdobył aż 1065 bramek, czyli więcej niż połowę wszystkich goli strzelonych w tych pojedynkach przez jego drużyny6. Dla porównania Pelé w chwili zakończenia kariery miał na koncie 1281 goli, Robert Lewandowski dotychczas strzelił celnie 242 razy (stan na 18 marca 2018 r.). Okropnie lubiłem trafiać do bramki. I w ogóle wygrywać7 – mówił Kuchar autorowi swojej biografii.

W reprezentacji Polski znalazłem się po raz pierwszy w 1920 roku: był to w ogóle nasz pierwszy mecz międzypaństwowy8. Prawdopodobnie chodzi o pierwszy w historii mecz reprezentacji Polski, który został rozegrany w grudniu 1921 r. w Budapeszcie. Pojedynek skończył się wygraną Węgrów 1:0. Podczas tego spotkania Kuchar dał się poznać jako wzór fair play. W 22. minucie, biegnąc obok węgierskiego bramkarza, przypadkowo go potrącił. Stał sam z pustą bramką przed sobą. Zostawił jednak piłkę i poszedł przeprosić golkipera9.

Jak policzył Kuchar, w barwach narodowych miał zaszczyt występować łącznie 25 razy. Warto podkreślić, że reprezentacja grała wtedy znacznie rzadziej (5–6 spotkań rocznie). Dla Polski zdobył w sumie 5 bramek. W roku 1969 miesięcznik „Piłka Nożna” ogłosił konkurs „Na najlepszego piłkarza 50-lecia PZPN”. Wacław Kuchar zajął w nim trzecie miejsce za Gerardem Cieślikiem i Lucjanem Brychczym10.

Z Kucharem Pogoń Lwów zdobywała tytuł mistrza Polski w latach: 1922, 1923, 1925 i 1926. W zmaganiach o to trofeum Wacław reprezentował drużynę 198 razy, 98-krotnie trafiając do bramki. Łącznie rozegrał w klubie 1052 mecze, strzelając 1065 goli11.

W reprezentacjach stawiają mnie na różne pozycje […], jednak wyznać muszę szczerze, iż najlepiej odpowiada mi napad. Jestem wówczas w swoim żywiole12 – mówił Wacław Kuchar w 1926 r. W latach 1947–1949 był trenerem naszej reprezentacji. W roku 1949 został szkoleniowcem Legii Warszawa, trenował także Polonię oraz zarządzał warszawskim Ośrodkiem Przygotowań Olimpijskich. Władze PRL-u nie doceniały jednak sukcesów Kuchara. Pochodził on z zamożnej rodziny, później sam prowadził sklep sportowy. W Warszawie miał niewielkie mieszkanko ze ślepą kuchnią. Nigdy się nie skarżył i do ostatnich chwil bywał na warszawskich stadionach jako zagorzały kibic.

W 1957 r. warszawska Polonia urządziła mu cudowny jubileusz 50-lecia kariery sportowej: mecz oldbojów Pogoni Lwów z Polonią Warszawa. Cenzura „zjadła” informację, skąd ta Pogoń była, mimo to i tak warszawiacy doskonale to pamiętali13. Kuchar z sentymentem wspominał swój stary Lwów.

Lekkoatleta

Choć Kuchar został zapamiętany głównie jako piłkarz, znaczące sukcesy odnosił także jako lekkoatleta. Miał startować w igrzyskach olimpijskich w 1920 r., na które z powodu wojny polsko-bolszewickiej nasza reprezentacja jednak nie pojechała.

W 1920 i 1921 r. był mistrzem Polski w biegu na 800 m. Zdobył także mistrzostwo kraju w biegu na 110 m przez płotki (1920) oraz na 400 m przez płotki (1923). Mistrzostwo w skoku wzwyż wywalczył dwa razy (1921 i 1923). Triumfował w trójskoku i dziesięcioboju (dwa razy). Ustanowił rekordy Polski w biegach na 800 m i 400 m przez płotki, skoku wzwyż, dziesięcioboju, sztafecie 4 × 400 m i sztafecie szwedzkiej. Reprezentował Polskę na mistrzostwach Europy w 1925 r. w Sankt Moritz, gdzie w wieloboju zajął szóste miejsce.

Jak sam mówił, początkowo lekką atletykę trenował tylko w takim stopniu, w jakim była mu potrzebna do piłki nożnej. Na serio zabrałem się do niej dopiero w roku 1915. Rokowano mi w lekkiej atletyce bardzo dobre nadzieje. Nie chciałem odpuścić piłki, a pogodzić się te dwie rzeczy nie dały14.

Projektor kina Wanda przy ulicy św. Gertrudy w Krakowie, 1936 r.
Fot. NAC

Tadeusz Kuchar, starszy brat Wacława na boisku Lwowskiego Klubu Sportowego „Pogoń”
Fot. NAC

Okładki tygodnika „Stadjon”: z 1923 i 1927 r.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Mecz piłki nożnej Wisła Kraków – Cracovia w Krakowie. W środku zdjęcia sędzia Wacław Kuchar.
Fot. NAC

Reprezentacja hokejowa Lwowa. Wacław Kuchar – piąty z prawej. Styczeń 1932 r.
Fot. NAC

Sportowiec

Jako członek drużyny grającej w hokeja na lodzie Kuchar dwa razy brał udział w mistrzostwach Europy. W 1927 r. w Wiedniu Polacy wywalczyli czwarte miejsce, a w 1929 w Budapeszcie zdobyli tytuł wicemistrzów. W sumie w reprezentacji wystąpił dziewięć razy. Był także sędzią hokeja na lodzie i miał się pojawić jako arbiter na zimowych igrzyskach olimpijskich w 1940 r. Poza tym grał w tenisa i ping-ponga. Próbował swoich sił nawet w boksie. Jak sam mówił, nieźle pływał wszystkimi stylami, ale nigdy nie miał czasu na solidne treningi, by móc wystartować w zawodach15.

Patriota

Dla rodu Kucharów […] wojna stała się wydarzeniem osobistym i narodowym. Byli wszak Polakami i czekali na Polskę16. Po wybuchu I wojny światowej Tadeusz trafił na front wschodni. Władysław, wówczas 19-latek, znalazł się na froncie włoskim. Karol niedługo przed zamachem w Sarajewie złamał nogę, dlatego nie został wysłany do walki.

Wacław zdążył jeszcze zdać maturę, która odbyła się nietypowo, bo we wrześniu. Nim odebrał wystawione z datą 23 września 1915 r. świadectwo dojrzałości, został powołany do wojska. Trafił na Węgry, gdzie w szkole oficerskiej został podchorążym. Wiadomo, że walczył na Podkarpaciu i w Rumunii. Jako żołnierz wykazywał się dużą aktywnością, dlatego przełożeni chętnie wysyłali go na zwiady. Szybko […] zyskuje opinię dobrego żołnierza i szczęśliwego dowódcy: z jego patroli wszyscy wracają cało, choć pod ogień trafiają nie raz17.

Którejś niedzieli 1916 r. Kuchar otrzymał depeszę od szefującego wtedy Pogoni prof. Rudolfa Wacka: W niedzielę gramy mecz z Węgrami i Austriakami stacjonującymi we Lwowie. Przyjeżdżaj natychmiast. W sztabie Kuchara był na szczęście piłkarz z Drohobycza, który wiedział sporo o jego rodzinie i wydał zgodę na przepustkę. W zamian Wacław miał przywieźć od ojca projektor i filmy dla żołnierzy. Przed odjazdem do domu zdążył zaliczyć patrol, z którego przyprowadził jeńca. Profesor Wacek jeszcze wiele razy wzywał zawodnika przed ważnymi meczami. Ten w miarę możliwości przybywał na boisko.

Wacław brał udział m.in. w obronie Lwowa podczas wojny polsko-ukraińskiej. Widział śmierć kolegów i sam wielokrotnie uniknął pocisku. Tragiczne wydarzenia wojenne spotęgował osobisty dramat rodziny. W czerwcu 1917 r. zmarł Ludwik Kuchar. Kilka miesięcy wcześniej w jego pracowni chemicznej rozlały się odczynniki i wybuchł pożar. Jeszcze w maju wydawało się, że stan seniora rodu się poprawia. Niestety obrażenia były zbyt poważne. Wacław nie zdążył dojechać na pogrzeb. Nad trumną zabrakło też Władysława, który z Włoch przybył dopiero dzień później.

Wacław w szeregach 5. Lwowskiego Pułku Artylerii Polowej walczył także w wojnie polsko-bolszewickiej. W 1920 r. dostał awans na porucznika. Jego patriotyzm ujawnił się również w okresie plebiscytu na Górnym Śląsku w roku 1921. Razem z zespołem jeździli po Śląsku i ogrywali w piłkę doskonałe niemieckie drużyny. Niemcy doskonale wiedzieli, jak ważny jest sport dla podniesienia morale miejscowej ludności, ale nie spodziewali się, że będą mieli tak mocnego przeciwnika. Kuchar i koledzy mobilizowali polską ludność, jednoczyli ją wokół futbolu18. Choć plebiscyt zakończył się sukcesem Niemców, Kuchar z pewnością ma swój udział w polskich 40% głosów.

Za zasługi dla Polski Wacław Kuchar został odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 9 listopada 1933 r. otrzymał Medal Niepodległości za pracę w dziele odzyskania niepodległości. Zmarł 13 lutego 1981 r., pochowano go na Powązkach.

Jubileusz 35-lecia Lwowskiego Klubu Sportowego „Pogoń”. Major Zemanek wręcza kwiaty Wacławowi Kucharowi przed meczem piłki nożnej Pogoń –Cracovia. Czerwiec 1939 r.
Fot. NAC

Odznaka 5. Lwowskiego Pułku Artylerii Polowej
Fot. Wikipedia

Przypisy:

1 J. Bryl, Wacław Kuchar, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1982, s. 8.
2 Najlepszy sportowiec Polski Wacław Kuchar opowiada o sobie, „Przegląd Sportowy”, nr 51, 25 grudnia 1926 r., s. 2.
3 M. Wawrzynowski, Wacław Kuchar: Ojciec polskiego sportu, sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/579720/waclaw-kuchar-ojciec-polskiego-sportu, 13 lutego 2016 r. [data dostępu: 22 marca 2018 r.].
4 Najlepszy sportowiec Polski…, op. cit., s. 2.
5 J. Bryl, op. cit., s. 53.
6 J. Bryl, op. cit., s. 8.
7 J. Bryl, op. cit., s. 9.
8 Najlepszy sportowiec Polski…, op. cit., s. 2.
9 M. Zięba, Wacław Kuchar – człowiek orkiestra, rfbl.pl/waclaw-kuchar/2, 1 sierpnia 2016 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
10 T. Pakosz, Wacław Kuchar – sportowiec uniwersalny, wschodnik.pl/publicystyka/item/4604-waclaw-kuchar-sportowiec-uniwersalny.html, 20 lutego 2016 r. [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
11 Osobowości – Wacław Kuchar, carnivor.za.pl/strefy/osobowosci/kuchar.htm [data dostępu: 24 marca 2018 r.].
12 Najlepszy sportowiec Polski…, op. cit., s. 2.
13 R. Gawkowski, Warszawska Polonia, piłkarze Czarnych Koszul 1911-2001, Warszawa 2001, s. 106.
14,15 Najlepszy sportowiec Polski…, op. cit., s. 2.
16, 17 J. Bryl, op. cit., s. 59–60.
18 M. Wawrzynowski, op. cit.

Jadwiga Jędrzejowska Latająca Polka

Czemu ona tak strasznie bała się wygrać? – zastanawiał się amerykański tenisista William Tilden, uważany za jednego z najwybitniejszych zawodników świata. Był 3 lipca 1937 r. W Londynie, na kortach Wimbledonu, właśnie zakończył się niezwykle emocjonujący i widowiskowy finał singla pań. Jak donosił „Przegląd Sportowy”, niespełna 25-letnia Jadwiga Jędrzejowska zniosła swoją porażkę z godnością i pogodą. Zgubiły mnie nerwy. Ale trudno. I tak cieszę się szalenie, że doszłam do finału. Co rok przecież gram lepiej – powiedziała. Dżed jest najlepszą tenisistką na świecie1 – komplementowała koleżankę Amerykanka Alice Marble.

Zew kortu

Lubiła mówić, że urodziła się na korcie. Tym, którzy uśmiechali się z pobłażaniem, szybko wyjaśniała: domek, gdzie przyszła na świat, był położony tuż obok kortów tenisowych krakowskiego Akademickiego Związku Sportowego. Z dzieciństwa zapamiętała odgłos odbijanych piłek. Były dla mnie zewem kortu2 – pisała urodzona w 1912 r. tenisistka.

W domu było biednie. Ojciec Jadzi i trojga jej rodzeństwa pracował jako robotnik w krakowskich zakładach oczyszczania miasta. Widząc na twarzach rodziców zatroskanie o byt rodziny, Jadzia wpadła na pomysł: spróbuje zarobić parę groszy, zbierając piłki na korcie. Mama wyraziła zgodę. Od tej pory jej córka spędzała na kortach AZS-u całe dnie. Pewnego razu, w przerwie czyjejś gry, dostała do ręki rakietę. Odbiła kilka piłek z taką mocą, że od tej pory starsi gracze zaczęli patrzeć na nią z podziwem.

Któregoś dnia otrzymała od taty rakietkę wystruganą z drzewa. Stały się nierozłączne – tak jak nierozłączne były koleżanki Jadzi i ich ulubione lalki. Dziewczynka namawiała kolegów, by wystrugali sobie z drzewa podobne rakietki. Rozgrywali miniturnieje. My już z tobą nie chcemy grywać […]. Ty jesteś dla nas za silna. Idź sobie z powrotem na kort3.

Posłuchała. W wieku 13 lat została członkinią krakowskiego AZS-u – klubu, który już od jakiegoś czasu uważała za swój drugi dom. Jak wspominała po latach, atmosfera w związku była jednak daleka od domowej. Członkinie AZS-u zdawały się nie traktować poważnie nastolatki z ubogiej rodziny i nie chciały, aby była ich partnerką na korcie. Musiała więc trenować z chłopcami. Po latach to właśnie tymi treningami Jadwiga Jędrzejowska będzie tłumaczyć swoje firmowe uderzenie – silny forhend4.

Polka o masywnym nazwisku i drajwach

Determinacja Jadzi się opłaciła. W meczu międzymiastowym Kraków – Katowice odniosła pierwsze zwycięstwo. Podobno to wtedy postanowiła, że zostanie mistrzynią Polski. Marzenie spełniła szybko – w 1927 r. po raz pierwszy zdobyła tytuł mistrzyni kraju w grze podwójnej kobiet. Rok później wróciła do Katowic – ponownie po tytuł mistrzyni Polski w deblu. Wspólnie z partnerką Groblewską odniosły spektakularny sukces, mając za przeciwniczki Richterównę i Dubieńską, największe gwiazdy ówczesnego tenisa. „Przegląd Sportowy” pisał: Jadwiga Jędrzejowska stała się rewelacją tegorocznych mistrzostw. Takich drajwów chyba nikt w Polsce nie ma. A zaciętość, a talent! Dziewczyna zupełnie instynktownie wyczuwa każdą piłkę i plasuje instynktownie, wszystko to u niej wrodzone. W 1929 r. w Budapeszcie Jadwiga po raz pierwszy reprezentowała Polskę. Do Helsinek, w swoją pierwszą podróż drogą lotniczą, udała się już jako mistrzyni Polski w grze pojedynczej. Zdobytego w Poznaniu tytułu nie oddała przez długie lata5.

Na zawody do Paryża pojechała jako ceniona krajowa zawodniczka, ale dla światowego tenisa pozostawała zupełnie anonimowa. Przeciwniczką Jędrzejowskiej na Rolandzie Garrosie już w pierwszej kolejce była znakomita Elizabeth Ryan. Jadzia przegrała, ale to nie powstrzymało francuskiej prasy sportowej przed wyrażeniem zachwytu Polką, której nazwisko jest tak masywne, jak i jej drajwy. Nazwisko Jędrzejowskiej rzeczywiście sprawiało problem zagranicznym dziennikarzom i zawodnikom. „Dża-dża”, „Dżed” – wymyślali najróżniejsze sposoby na ominięcie konieczności wymówienia trudnej dla obcokrajowców zbitki liter.

Kort tenisowy AZS Kraków, 1933 r.
Fot. NAC

Jadwiga Jędrzejowska w trakcie podróży pociągiem przegląda tygodnik sportowy
Fot. NAC

Korty Rolanda Garrosa w Paryżu
Fot. NAC

Maturzystka Jadzia w Paryżu

Wiosną 1931 r. Jadwiga Jędrzejowska z powodzeniem przystąpiła do egzaminów maturalnych, a chwilę po zdobyciu upragnionego dyplomu wyruszyła na zawody do Paryża. Cel: słynne korty Rolanda Garrosa. Rozmach francuskiego tenisa onieśmielił skromną dziewczynę z Krakowa.

Nigdy dotąd nie widziałam tak wielkiego kortu tenisowego. Na olbrzymich trybunach mogło się pomieścić 20 000 widzów. W owych czasach nie znałam kulis sportu tenisowego […]. Oglądam mecze rozgrywane przez Borotrę czy Cocheta. Siedzę na trybunie jak urzeczona, nie mogąc od nich oderwać oczu. Nie wiedziałam wówczas, że Borotra jest bardzo bogatym człowiekiem i może sobie pozwolić na podróżowanie po całym świecie i grę w tenisa niemal przez okrągły rok, i nawet przez głowę mi nie przeszło, że Cochet posiada wielki sklep ze sprzętem tenisowym, że dzięki reklamie, którą zdobył na kortach, dorobił się majątku i również wiele czasu może poświęcić „białemu sportowi”. Wobec tylu sław tenisowych poczułam się kopciuszkiem kortów paryskich. Nikt mnie tu nie znał, nikt nie interesował moją osobą. Niemal zupełnie nie zwracano uwagi na nieznaną, skromnie ubraną dziewczynę.

Źródło: J. Jędrzejowska, Urodziłam się na korcie, oprac. K. Gryżewski, wyd. 2, uzupełnione, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1971, s. 42–43.

Po latach problem wrócił. Kiedy Agnieszka Radwańska awansowała do finału Wimbledonu, dziennikarka „The Times” zadała jej pytanie: Co wiesz o Dża… Dżadżwydża Dżendżedżowska? Czy coś o niej słyszałaś w dzieciństwie?. Radwańska, również krakowianka, oczywiście skojarzyła postać swojej wielkiej poprzedniczki. Myślę, że chodzi o Jadwigę Jędrzejowską – odpowiedziała z uśmiechem. Cieszę się, że jako druga Polka wystąpię w finale Wimbledonu6.

Polka potrafi

Pierwszy turniej wimbledoński Jadwigi Jędrzejowskiej (1932 r.) nie poszedł po jej myśli – Polka została wyeliminowana już w pierwszej rundzie. Od tej pory robiła jednak zaskakująco systematyczne postępy. W 1933 r. dotarła do trzeciej rundy, w 1934 – do czwartej, w 1935 – do ćwierćfinału, a w 1936 – do półfinału. Rok później, konsekwentnie, awansowała do finału Wimbledonu7. Uległa dopiero Brytyjce Dorothy Round (2:6, 6:2, 5:7). Był to najlepszy finał, jaki widziałem – ekscytował się dziennikarz „Sunday Express”. Poziom gry był wyjątkowo wyrównany i do ostatniej chwili nie było wiadomo komu zwycięstwo przypadnie w udziale8.

Po zejściu do szatni Jadwiga długo płakała. Po latach wspomni ten moment jako walkę dwóch głosów w jej głowie. Jeden kazał natychmiast wrócić do hotelu i nakryć się kołdrą. Drugi przeciwko temu protestował. To właśnie był głos wicemistrzyni świata. Muszę teraz pokazać się w loży dla zawodników, trzeba dowieść, że Polka potrafi z godnością znieść gorycz porażki. Naprzód, głowa do góry!9 – zanotowała w swoich wspomnieniach. Opuściła szatnię z podniesioną głową i udzieliła serii wywiadów brytyjskim mediom.

Po sukcesie na turnieju wimbledońskim coraz więcej osób musiało łamać sobie języki na nazwisku Polki. Miała już wówczas status gwiazdy tenisa. W Polsce popularność tenisistki była tak duża, że na kanwie jej życiorysu powstał film. W obsadzie Jadzi znaleźli się najlepsi aktorzy II RP – Jadwiga Smosarska (jako tytułowa Jadzia) i Aleksander Żabczyński10.

Królowa siatki

Jędrzejowska przyjechała do Ameryki s/s Waszyngtonem […]. Witała ją w porcie cała kolonia polska i przedstawiciel Związku amerykańskiego p. Moss. Jędrzejowska zamieszkała w pierwszorzędnym hotelu Vanderbilt na Park Avenue11 – donosił „Przegląd Sportowy”, rozpoczynając cykl korespondencji z amerykańskiego tournée Jadwigi Jędrzejowskiej w roku 1937. Na zdjęciu z przywitania Jadwigi w nowojorskim porcie tenisistka wygląda jak gwiazda filmowa. Modny strój, naręcze kwiatów i wpatrzeni w nią przedstawiciele miejscowej Polonii. Wszyscy, którzy znali Jędrzejowską, nigdy jednak nie dostrzegli w niej pychy – w głębi duszy pozostała skromna i nigdy nie zapomniała o trudnych początkach swojej tenisowej drogi. Jędrzejowska nigdy w swojej karierze nie zachowała się nie po sportowemu. Kiedy była u szczytu sławy, znajdowała czas i ochotę, aby poprosić do gry nawet małego juniora i uczyła go najrozmaitszych tajników tenisa12 – napisał kiedyś o koleżance z kortu Bohdan Tomaszewski.

Amerykańskie media nazywały Jędrzejowską polską królową siatki (Polish net queen) i latającą Polką (Polish flying girl)13. Do najważniejszego turnieju w tournée za oceanem – mistrzostw Ameryki – Jędrzejowska przystąpiła jako faworytka. Niestety, podobnie jak w Wimbledonie, szczęście opuściło ją w finale. Po porażce kontynuowała podróż po Stanach. Kontuzjowana, w Los Angeles mogła jedynie podziwiać zawody z trybun. Pewnego dnia wyjątkowo zirytował ją siedzący obok kibic. Zdaniem Jadwigi jego komentarze dotyczące wydarzeń na korcie były zupełnie nietrafione. Postanowiła na głos wyrazić swoje oburzenie, co skończyło się małą kłótnią. I pewnie sytuacja nie byłaby warta odnotowania w pamiętniku, gdyby nie to, że kiepskim znawcą tenisa okazał się… Charlie Chaplin! Na szczęście poróżnieni kibice znaleźli porozumienie i Jadwiga Jędrzejowska odbyła z Chaplinem – swoim filmowym idolem – wiele kolejnych pogawędek na trybunach stadionu14.

Jako najwybitniejsza polska tenisistka Jadwiga kilkukrotnie wyjeżdżała na Riwierę Francuską, która ze względu na łagodny klimat zimą była bardzo popularnym miejscem treningów tenisistów. Także tych grających amatorsko – jak tajemniczy, dystyngowany pan, zwany „Misterem G”. Był to szwedzki król, Gustaw V. Jadwiga niejednokrotnie odbijała piłkę z monarchą (po latach przyznała, że dawała starszemu panu fory)15. Nie mogła wówczas wiedzieć, że za kilka lat, w środku wojennej zawieruchy, poczciwy król Gustaw złoży jej propozycję nie do odrzucenia…

„Dziennik Ilustrowany”, 5.07.1937, nr 184
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

„Na Szerokim Świecie: kurjer tygodniowy w obrazach i słowie dla miast i wsi”, 11.07.1937 r.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Podczas zawodów w Los Angeles Jędrzejowska wdała się w sprzeczkę z jednym z kibiców. Okazało się, że był nim Charlie Chaplin (na zdjęciu)
Fot. Wikipedia

Z łamów przedwojennego „Przeglądu Sportowego”: Tenis – rzecz dziwna…

W zabawny sposób tłumaczył czytelnikom zasady tej dyscypliny sportu publicysta o wdzięcznym pseudonimie „Lou Lou”: Tenis – rzecz dziwna – należy do sportów nie wymagających od zawodnika żadnej odwagi. Gra, niestety, nie polega tutaj na tym, aby przeciwnika kopnąć, podkosić lub przynajmniej „zagrać do niego ciałem”. Przeciwnie, w tenisie właśnie unika się przeciwnika jak ognia, w czym zresztą siatka kapitalnie pomaga. Gra polega tutaj na zatruwaniu stronie przeciwnej życia przez podawanie jej piłki tam właśnie, gdzie jej w danym momencie nie ma i z wyraźną, zupełnie nieukrywaną chęcią ażeby przeciwnik nie mógł odbić podanej piłki.

Autor felietonu nie miał prawdziwego wyobrażenia o trybie życia tenisistów w latach 30. ubiegłego wieku. Jego zdaniem grywali oni przez cały boży rok, mieszkając w najlepszych hotelach i nie stroniąc od bankietów. Dużo gorszy obraz życia tenisistów przed wojną wyłania się ze wspomnień Jadwigi Jędrzejowskiej. Gdy nadchodziła zima, polscy tenisiści musieli odkładać rakiety – w kraju nie było wówczas ani jednego krytego kortu, który umożliwiałby im treningi. Nic więc dziwnego, że z wiosną nasi gracze wchodzili na korty sztywni, jakby dopiero zaczynali się uczyć gry w białą piłeczkę – kwitowała Jadwiga Jędrzejowska. Najwybitniejsza polska tenisistka w 1933 r. osiadła w Warszawie, gdzie została zawodniczką Legii. Nowy klub załatwił jej pracę w firmie sprzedającej sprzęt sportowy, między innymi rakiety do tenisa.

Źródła:
Lou Lou, Moje wykłady o sporcie. Tenis, „Przegląd Sportowy”, nr 68, 26 sierpnia 1937 r., s. 4.
J. Jędrzejowska, Urodziłam się na korcie, oprac. K. Gryżewski, wyd. 2, uzupełnione, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1971, s. 52.
R. Gawkowski, Sport w II Rzeczpospolitej, Warszawa 2012, s. 116.
Jadwiga Jędrzejowska (z lewej) gratuluje zwycięstwa tenisistce Dorothy Round (lipiec 1937 r.)
Fot. NAC

Jadwiga i Janusz. Przyjaźń mistrzów

Zimą 1932 r. Jadwiga Jędrzejowska przebywała na Riwierze Francuskiej (gra w tenisa o tej porze roku była w Polsce niemożliwa). To wówczas poznała Janusza Kusocińskiego, który w Nicei przygotowywał się do igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Jędrzejowska z podziwem obserwowała zmagania Kusocińskiego – zarówno te sportowe (biegacz rozpoczynał treningi codziennie o 7 rano biegiem wzdłuż autostrady), jak i bytowe. Polski Związek Lekkiej Atletyki zapewniał bardzo skromne stypendia. Jadwiga i Janusz zaprzyjaźnili się, przed wojną grywali towarzysko na warszawskich kortach.

Źródło: J. Jędrzejowska, Urodziłam się na korcie, oprac. K. Gryżewski, wyd. 2, uzupełnione, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1971, s. 55–56, fot. NAC.

Wojenny koszmar

Z pogardą ze strony Niemców spotkała się po raz pierwszy już cztery lata przed wybuchem wojny. Niemieccy celnicy w Gdańsku próbowali zarekwirować jej nagrody, które wiozła z Londynu. Zaświadczenie z konsulatu przedstawione przez Jadwigę nazwali polskim świstkiem i rzucili jej dokument pod nogi16. Prawdziwy dramat miał jednak dopiero nadejść.

W sierpniu 1939 r. Jędrzejowska zdobyła tytuł mistrzyni na turnieju w Zurychu. Do kraju wracała przez Niemcy, gdzie skala hitlerowskiej propagandy budziła przerażenie. 1 września Jadwigę obudził huk artylerii. Rozpoczął się koszmar, w którym polscy sportowcy starali się trzymać razem. W listopadzie w warszawskiej kawiarni przy ul. Złotej spotkali się Janusz Kusociński, Jadwiga Jędrzejowska i jej kolega z kortu Ignacy Tłoczyński. Próbowali wspólnie znaleźć sposób na przetrwanie wojennej nędzy. Ktoś rzucił pomysł otwarcia kawiarni sportowców. Postanowili spróbować. Gospodę wynajęli od pana Szajnowicza – wuja Jerzego Iwanowa-Szajnowicza, przyszłego bohatera wojennego i asa wywiadu. W ten sposób powstała gospoda sportowa „Pod Kogutem” przy ul. Jasnej. Zatrudnienie w karczmie oprócz Jędrzejowskiej i Kusocińskiego znaleźli również siostra Jadwigi Zosia, Ignacy Tłoczyński i lekkoatletka, medalistka olimpijska z Berlina Maria Kwaśniewska.

Znane sportowe nazwiska niestety przyciągnęły uwagę okupanta. Do lokalu zaczęli przychodzić niemieccy żołnierze. To odstraszyło dotychczasowych gości, wśród których było wielu Polaków zaangażowanych w konspirację. 26 marca 1940 r. Niemcy aresztowali Janusza Kusocińskiego w bramie jego domu. Kolejnego dnia przyszli po pozostałych pracowników gospody. Wszyscy trafili na Szucha. Zostaliśmy tam postawieni twarzami do ściany i kto ośmielił się odwrócić był natychmiast brutalnie kopany lub bity – wspominała dramatyczne chwile Jędrzejowska. Na szczęście gestapowcy wypuścili sportowców na wolność. Dla wszystkich było jednak jasne, że gospoda musi zakończyć działalność. Jadwiga podjęła pracę w innej warszawskiej restauracji, ale kiedy okazało się, że jadają tam głównie Niemcy, zrezygnowała. Obsługiwanie ich było zbyt żenujące17 – zanotowała w swoich wspomnieniach.

Jadwiga Jędrzejowska z jednym ze swoich sportowych trofeów. Zdjęcie zostało wykonane w Londynie w 1933 r.
Fot. NAC

Wejście do gmachu siedziby Gestapo przy al. Szucha w Warszawie
Fot. Wikipedia

Jadwiga Jędrzejowska i król Szwecji Gustav V (zdjęcie z 1936 r.)
Fot. NAC

Powrót „Mistera G”

Pewnego dnia Jadwiga odebrała wezwanie do stawienia się w siedzibie Gestapo. Niemal mdlejąc ze strachu, poszła w wyznaczone miejsce. Gestapowiec oświadczył, że Jędrzejowska ma wyjechać do Szwecji, zgodnie z życzeniem króla Gustawa V.

Jak się okazało, monarcha wysłał do Berlina pismo, w którym wystąpił do Niemców o odszukanie dawnej partnerki z kortu i przewiezienie jej na teren Szwecji.

Ku zdumieniu gestapowca tenisistka odmówiła wyjazdu. Było mi niezmiernie miło, że mój partner z Riwiery „Mister G” pamiętał o mnie i chciał mi przyjść z pomocą. Jednak nie mogłam zdezerterować z ojczyzny i opuścić mych najbliższych18 – tłumaczyła swoją decyzję po latach Jędrzejowska.

Nie zachowało się zbyt wiele relacji dotyczących losów Jadwigi w okupowanej Polsce. W swoich wspomnieniach odnotowała, że znalazła zatrudnienie w fabryce obuwia. Żyła bardzo ubogo, często nie dojadała. Niegdyś dobrze zbudowana tenisistka, teraz chudsza o ponad 20 kg, była cieniem samej siebie. Przeżyła Powstanie Warszawskie, była świadkiem okrutnych mordów Niemców na Polakach. Z przerażeniem patrzyła na powolną śmierć miasta, które zdążyła pokochać. Kiedy po zakończeniu wojny postanowiła wrócić do domu na Powiślu, odkryła, że został całkowicie spalony. Straciła wszystkie rodzinne i sportowe pamiątki. Przetrwał jedynie srebrny medal z turnieju wimbledońskiego, który zdążyła ze sobą zabrać przed opuszczeniem Warszawy po powstaniu.

Po wojnie Jadwiga Jędrzejowska podjęła udaną próbę powrotu na kort. Dość szybko okazało się, że w kraju wciąż nie ma sobie równych. Poziomu światowego jednak już nie zdołała osiągnąć. Dawna wicemistrzyni Wimbledonu grała profesjonalnie jeszcze długo po 40. roku życia. Po zakończeniu kariery zawodniczej dalej pojawiała się na korcie. Gdy 64-letniej mistrzyni dziennikarz zadał kurtuazyjne pytanie o to, czy wciąż czynnie uprawia tenis, pani Jadwiga się obruszyła. No wie pan. Jak można przestać? – powiedziała. Zmarła w 1980 r. w Katowicach. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim w swoim rodzinnym Krakowie19.

Tenisiści wśród powstańców warszawskich

Do walki o stolicę w sierpniu 1944 r. stanęli wybitni tenisiści. Wielu z nich od początku wojny angażowało się w działalność podziemną. Miejscem spotkań konspiratorów były korty Instytutu Głuchoniemych przy pl. Trzech Krzyży. Jak wspominał Bohdan Tomaszewski, w szatniach – obok rakiet i piłek – przechowywano broń i konspiracyjną prasę.

Bracia Ignacy i Ksawery Tłoczyńscy, Jerzy Gottschalk i Czesław Spychała walczyli w Powstaniu Warszawskim w 139. Plutonie zgrupowania „Ruczaj”. Zasłynął on brawurowym, zakończonym sukcesem atakiem na koszary SS przy ul. Koszykowej. Jerzy Gottschalk zginął w Powstaniu Warszawskim podczas pełnienia służby wartowniczej na ul. Hożej. Ignacy Tłoczyński i Czesław Spychała zostali ciężko ranni.

Tłoczyński w 1946 r. zgłosił się do turnieju w Wimbledonie, by reprezentować w nim Polskę. Ambasada PRL-u w Londynie oświadczyła jednak, że nie ma do tego prawa. Komuniści uznawali Tłoczyńskiego, żołnierza AK, zamieszkałego po wojnie w Wielkiej Brytanii, za wroga. Znakomity tenisista nigdy już nie powrócił do kraju. Pracował w Edynburgu jako trener.

Źródło: Z kortów na barykady. Wystawa z okazji 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przygotowana przez red. Zbigniewa Chmielewskiego, wystawa online na stronie internetowej Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie [data dostępu: 16 marca 2018 r.].
Jadwiga Jędrzejowska jest pochowana na krakowskim Cmentarzu Rakowickim
Fot. Tomasz Żyłko

Przypisy:

1 Gdy klamka zapadła…, „Przegląd Sportowy”, nr 53, 5 lipca 1937 r., s. 1.
2 J. Jędrzejowska, Urodziłam się na korcie, oprac. Kazimierz Gryżewski, wyd. 2, uzupełnione, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1971, s. 9.
3 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 11.
4 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 17–18.
5 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 18–19, 34, 36–37.
6 100 lat temu urodziła się Jadwiga Jędrzejowska, www.dzieje.pl, 14 października 2012 r. [data dostępu: 16 marca 2018 r.].
7 3 lipca 1937 r. Jadwiga Jędrzejowska w finale Wimbledonu, www.interia.pl, 3 lipca 2015 r. [data dostępu: 16 marca 2018 r.].
8 Cyt. za: J. Sokołów, Najpiękniejszy finał – pisze prasa, „Przegląd Sportowy”, nr 53, 5 lipca 1937 r., s. 1.
9 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 102.
10 K. Szujecki, Życie sportowe w Drugiej Rzeczypospolitej, Bellona, Warszawa 2012, s. 207.
11 Amerykański program Jędrzejowskiej, „Przegląd Sportowy”, nr 62, 5 sierpnia 1937 r., s. 4.
12 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 8.
13 H. Szamota, Latającą Polką nazywa prasa amerykańska Jędrzejowską, „Przegląd Sportowy”, nr 71, 6 września 1937 r., s. 6.
14 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 111–112.
15 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 56.
16 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 73–74.
17 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 125–130.
18 J. Jędrzejowska, op. cit., s. 130–131.
19 M. Weber, Jadwiga Jędrzejowska – tenis z potrzeby serca, www.tenisklub.pl, 23 grudnia 2010 r. [data dostępu: 16 marca 2018 r.].

Maria Kwaśniewska Talent i serce

Wcale nie czuję się mniejsza od pana1 – powiedziała Adolfowi Hitlerowi 2 sierpnia 1936 r. Maria Kwaśniewska. Tego dnia polska oszczepniczka odebrała brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Berlinie. Nie wiedziała wtedy, jakie znaczenie w jej dalszym życiu będzie miało spotkanie z kanclerzem Rzeszy.

Twarda jedynaczka

Maria Kwaśniewska urodziła się 15 sierpnia 1913 r. w Łodzi jako jedyna córka Jana i Wiktorii z Kozłowskich. Bardzo krótko trzymano mnie w domu. Byłam jedynaczką, oczkiem w głowie rodziców i starszych braci, ale dyscyplina była przeogromna. Punktualność powrotów do domu, żadnego pałętania wieczorami po mieście. To były rzeczy oczywiste2 – wspominała swoje dzieciństwo Kwaśniewska.

Sportem zainteresowała się za sprawą nauczyciela WF-u Ludwika Szumlewskiego (późniejszego spikera Polskiego Radia Łódź). W szkole obserwowała starsze uczennice, które skakały w dal. Maria postanowiła spróbować. Mimo eleganckich bucików i krępującego ruchy mundurka osiągnęła najlepszy wynik. Zszokowany wuefista wziął ją pod swoje skrzydła. Dzięki niemu zainteresowała się gimnastyką, koszykówką i siatkówką3.

Na III Światowych Igrzyskach Kobiet w Pradze w 1930 r. wywalczyła z drużyną koszykarek brązowy medal. W tej dyscyplinie reprezentowała Polskę łącznie podczas ośmiu meczów. W latach 1929, 1932 i 1933 zdobyła mistrzostwo Polski w hazenie (grze podobnej do piłki ręcznej).

Na lekką atletykę namawiał ją głównie brat Eugeniusz, który sam był dobrze rokującym lekkoatletą ŁKS-u. Sukces Haliny Konopackiej w Amsterdamie (1928) sprawił, że Kwaśniewska postanowiła spróbować. Trafiła do łódzkiego Harcerskiego Klubu Sportowego. Następnie (w latach 1927–1938) reprezentowała ŁKS Łódź4. W wieku 24 lat przeniosła się do Warszawy, by studiować matematykę. Studia na drugim roku przerwał wybuch II wojny światowej. Wcześniej Maria zdążyła trafić do warszawskiego AZS-u.

Wyjazd polskich sportowców z Warszawy na letnie igrzyska olimpijskie do Berlina. Pierwsza od lewej – Maria Kwaśniewska, 1936 r.
Fot. NAC

Uroczystość wręczenia medali oszczepniczkom podczas letnich igrzysk olimpijskich w Berlinie. Kwaśniewska jako jedyna nie podnosi ręki w faszystowskim pozdrowieniu
Fot. NAC

Zdjęcie z Hitlerem

Rzut oszczepem pań odbył się w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Dotkliwy chłód bardzo dokuczał zawodniczkom, a przeciwny wiatr skracał odległość rzutów5 – relacjonował przebieg zmagań lekkoatletek w Berlinie „Przegląd Sportowy”. Kwaśniewska rzucała wprawdzie poniżej uzyskiwanych ostatnio w kraju odległości, to można położyć z czystem sumieniem na karb wiatru6. Mimo to udało jej się zdobyć brązowy medal (triumfowały Niemki: 45 m i 18 cm oraz 43 m i 29 cm). Jej występ zarejestrowała Leni Riefenstahl w słynnym filmie „Olimpiada”. Widzimy jak ciemnooka, śliczna łodzianka, mierząca 166 centymetrów i ważąca 65 kilogramów staje na starcie, dmucha w grot oszczepu. Potem biegnie i rzuca7. Kwaśniewska z wynikiem 41 m i 80 cm była trzecia8. Więcej zrobiłam, niż przypuszczam, cieszę się strasznie z tego brązowego medalu. Przed zawodami bałam się tak strasznie, że nie mogłam utrzymać oszczepu w ręku9.

Na podium stanęły trzy najlepsze. Do historii przeszło zdjęcie wykonane 2 sierpnia 1936 r. Zawodniczki wykonują faszystowskie pozdrowienie. Ręce tylko jednej z nich spoczywają spokojnie wzdłuż tułowia. Na piersi ma białego orła.

Radosna i zawsze uśmiechnięta Marysia zachwyciła Niemców. Otrzymała nawet nieformalny tytuł miss olimpiady, dlatego zaproszono ją do loży z Adolfem Hitlerem. Kanclerz chciał osobiście pogratulować najlepszym oszczepniczkom. Podszedł do Kwaśniewskiej ze słowami: Gratuluję małej Polce. Zadziorna Maria nie pozostała dłużna: „Wcale nie czuję się mniejsza od pana”. Bo on miał 1,60 w czapce, a ja 1,66 wzrostu. Więc był ogólny śmiech10.

Przy spotkaniu był m.in. Goebbels, który później musiał nadać tej rozmowie bardziej cenzurowaną formę. Podobno powtarzał w mediach, że Hitler gratulował małej… Polsce. Do końca nie wiadomo, jaki przebieg miał ten dialog. W „Przeglądzie Sportowym” z 8 sierpnia 1936 r. czytamy:

– A niech nam Pani jeszcze raz powie, co naprawdę mówił pani kanclerz. Zrozumiała pani wszystko?

– Naturalnie, znam przecież niemiecki. Powiedział: Gratuluję małej Polsce i życzę mistrzostwa świata11.

Podczas spotkania kanclerz Rzeszy zrobił sobie zdjęcie z trójką oszczepniczek. Odbitkę przekazano Marii na pamiątkę. Trzy lata później fotografia pomogła uratować życie wielu ludziom. W Pruszkowie, oddalonym o mniej więcej 10 km od Podkowy Leśnej (gdzie mieszkała Kwaśniewska), był obóz, swego rodzaju sortownia, w której Niemcy rozdzielali ludzi: ci do Oświęcimia, ci do obozu pracy. Istniał tam też tzw. barak chorych. To z niego Kwaśniewska wyprowadzała więźniów. Jak opowiadała po latach, po 50, 100 osób jednocześnie. […] pokazywałam przy bramie tę moją fotografię z Hitlerem. Żandarmi traktowali ją jak ausweis. Bili w czapę i przepuszczali mi transport12.

„Dziennik Polski”, 3.08.1936 r.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej (za: Polona)

Znaczek i datownik z kartki wysłanej z igrzysk olimpijskich w 1936 r.
Ze zbiorów Jacka Kosmali

Polacy na letnich igrzyskach olimpijskich 1936 w Berlinie

Decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o przyznaniu organizacji igrzysk olimpijskich w 1936 r. Niemcom wywołała poruszenie. Mimo protestów zawody doszły do skutku, choć niektóre kraje rozważały ich bojkot i organizację konkurencyjnej imprezy. Niemcy zapewniali, że rozgrywki odbędą się zgodnie z olimpijskimi zasadami, jednak nie obyło się bez przykrych incydentów. Adolf Hitler ostentacyjnie wyszedł z loży, by uniknąć złożenia gratulacji złotemu medaliście w skoku wzwyż, czarnoskóremu Corneliusowi Johnsonowi.

Polskę reprezentowało 144 sportowców: 127 mężczyzn i 17 kobiet. Polakom udało się zdobyć 6 medali. Po srebro sięgnęły Stanisława Walasiewicz (bieg na 100 m), Jadwiga Wajsówna (rzut dyskiem) oraz drużyna jeździecka w składzie: Zdzisław Kawecki, Henryk Leliwa-Roycewicz (na zdjęciu) i Seweryn Kulesza.

Brązowy medal poza Marią Kwaśniewską zdobyli Władysław Karaś (strzelectwo) oraz dwójka wioślarska Jerzy Ustupski i Roger Verey. Karaś był najstarszym polskim zawodnikiem – miał wówczas 42 lata.

Polscy kawalerzyści startujący we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego (WKKW) stanowili bardzo mocną drużynę. Kierownikiem ekipy jeździeckiej był Tadeusz „Bór” Komorowski, późniejszy Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych. Najgroźniejszymi rywalami dla Polaków byli Niemcy. Nasza reprezentacja składała się z oficerów kawalerii Wojska Polskiego, niemiecka – z oficerów Wehrmachtu.

Po pierwszym dniu zmagań Polacy uplasowali się na trzecim miejscu, Niemcy byli dopiero siódmi. Najtrudniejsza okazała się próba terenowa, podczas której kontuzji doznali zarówno zawodnicy, jak i konie. Do historii będącej przykładem manipulacji i niesportowego zachowania przeszedł fakt, że na jednej z przeszkód żołnierze niemieccy, obsługujący trasę gonitwy, zagrodzili drogę Roycewiczowi dosiadającego Arlekina III, tym samym zmuszając polskiego jeźdźca do zboczenia z trasy13. Niemiecki sędzia postawił warunek: Polak zawróci i powtórzy trasę albo zostanie zdyskwalifikowany. Zawrócił, jednak stracił sporo czasu.

Na mecie przekazano Roycewiczowi, że sędzia się pomylił. Choć Polacy usłyszeli przeprosiny, zajęli drugie miejsce. Triumfowali Niemcy. Podczas wojny Zdzisław Kawecki jako uczestnik kampanii wrześniowej trafił do niewoli. Został zamordowany w Katyniu w 1940 r.

Major Henryk Leliwa-Roycewicz w trakcie okupacji był oficerem AK, dowodził też batalionem w Powstaniu Warszawskim. Został m.in. dwukrotnie odznaczony krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych.

W kampanii wrześniowej uczestniczył także mjr Seweryn Kulesza. Trafił do niewoli, jednak udało mu się przeżyć wojnę. Zmarł w 1983 r.

Źródło: M. Czapla, Pamięci „Srebrnej Drużyny”. Polscy kawalerzyści na berlińskich igrzyskach w 1936 roku, nowahistoria.interia.pl/ii-rzeczpospolita/news-pamieci-srebrnej-druzyny-polscy-kawalerzysci-na-berlinskich-,nId,1353470, 6 marca 2014 r. [data dostępu: 8 czerwca 2018 r.]. Fot. NAC

Nosiła żołnierzy

Kwaśniewska była typowana jako pewna złota medalistka igrzysk olimpijskich w Finlandii w 1940 r. Polski Związek Lekkiej Atletyki wezwał najlepszych trenerów i przed zawodami wysłał ich razem z lekkoatletką najpierw na Lazurowe Wybrzeże, a później do Genui. Gdy pojawiły się pogłoski o możliwym wybuchu wojny, wychowana w duchu patriotycznym sportsmenka porzuciła wygodne życie nad samym morzem i postanowiła wrócić do Polski. […] mogłam zostać. Wszyscy mnie do tego namawiali, ale ja nie chciałam. Na granicy w Zebrzydowicach patrzyli na mnie trochę jak na wariata. Tabuny ludzi wyjeżdżały z kraju, a ja wracałam do Warszawy, chociaż nie bardzo miałam czym i jak14.

Jeszcze przed wojną Kwaśniewska skończyła kurs przeciwlotniczy i sanitarny, dlatego już w pierwszych dniach września zaangażowano ją do pracy jako kierowcę sanitarki. Kierowcę zabili, nie było komu jeździć, jeździłam ja15 – wspominała. Na własnych barkach nosiła podczas wojny rannych żołnierzy m.in. znad okopów Wisły.

W jej mieszkaniu w Podkowie Leśnej schronienie podczas okupacji znalazło wielu bezdomnych Polaków, a także Żydów16. Jak sama mówiła, zorganizowała w domu swego rodzaju obóz przejściowy. Zabierała do siebie osoby, które zdołała uwolnić z obozu w Pruszkowie, wszystkich potrzebujących pomocy: pisarza i scenarzystę Stanisława Dygata, poetkę Ewę Szelburg-Zarembinę, ale też np. młodego mężczyznę z przestrzelonym płucem. Przez całe życie uratowany wysyłał Kwaśniewskiej kartki17.

Wyniosłam to z domu. Matka i ojciec bardzo pomagali ludziom. […] Starzy łodzianie do dzisiaj pamiętają, że wszystkie owoce z naszego sadu szły do szpitala. Jako 12-letnia dziewczyna jeździłam z chłopcami, żeby dostarczyć te owoce i inne produkty. […] W stosunku do biednych zawsze miałam opiekuńcze ciągoty18.

Podczas wojny Kwaśniewska pracowała też w słynnej gospodzie sportowej „Pod Kogutem” (m.in. z Jadwigą Jędrzejowską i Januszem Kusocińskim). W lokalu poznała swojego przyszłego męża, Juliana Koźmińskiego. Świeżo poślubiony małżonek, inżynier i komendant obrony elektrowni Wybrzeża Kościuszkowskiego, został aresztowany i uwięziony na al. Szucha. Za kratami jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. Zmarł niedługo po uwolnieniu się19.

Działaczka sportowa

Po wojnie Maria Kwaśniewska wróciła do lekkiej atletyki i zdobyła ostatnie mistrzostwo Polski. Ze sportem wyczynowym pożegnała się w 1946 r., startując w mistrzostwach Europy w Oslo, gdzie zajęła szóste miejsce. Po zakończeniu kariery została działaczką sportową. Należała m.in. do Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Współorganizowała Klub Olimpijczyka PKOl i Towarzystwa Olimpijczyków Polskich. Inicjatorka pomocy potrzebującym olimpijczykom. Laureatka nagrody im. Janusza Kusocińskiego (1983) i medalu „Kalos Kagathos” (2003)20. Była pierwszą Polką, która otrzymała brązowy medal Orderu Olimpijskiego za zasługi w rozwoju idei olimpijskiej (1978). Odznaczył ją w 1979 r. osobiście ówczesny przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego lord Michael Killanin. W 2000 r. Prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Klub Fair Play PKOl przyznali Marii Kwaśniewskiej statuetkę Fair Play za wspaniałą karierę sportową uwieńczoną brązowym medalem olimpijskim w rzucie oszczepem podczas IO w Berlinie w 1936 roku i za godne, pełne charyzmy życie po jej zakończeniu21. Maria Kwaśniewska zmarła w Warszawie 17 października 2007 r. Została pochowana na Powązkach.

W 2003 r. w Spale otwarto Park Pokoleń Mistrzów Sportu, któremu nadano imię Marii Kwaśniewskiej-Maleszewskiej.

Pisarka Ewa Szelburg-Zarembina w czasie wojny znalazła schronienie w domu Marii Kwaśniewskiej
Fot. NAC

Kopia medalu i autografu w Alei Gwiazd Sportu w Dziwnowie
Fot. Wikipedia

Park Pokoleń Mistrzów Sportu im. Marii Kwaśniewskiej-Maleszewskiej w Spale
Fot. T. Rogoś

Przede wszystkim kocham ludzi. Ludzie nie są doskonali, bywają źli i co z tego? Mamy stać i patrzeć, jak zło zwycięża? Mamy uciekać, gdy kogoś biją, gdy komuś potrzeba naszej pomocy? Mamy żyć wyłącznie własnymi sprawami, robić szmal, kariery i nie przejmować się innymi, ludzką biedą, ludzkimi nieszczęściami? Przenigdy! […] Człowiek ma rozum, żeby myśleć, i serce, żeby kochać. Tylko wtedy jest pełnym człowiekiem22

– mówiła Maria Kwaśniewska w wywiadzie udzielonym siedem lat przed śmiercią.

Przypisy:

1, 2 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła, fragment wywiadu z archiwum „Rzeczpospolitej”, maj 2000, www.rp.pl/artykul/942214-maria-kwasniewska-maleszewska–ja-bym-za-siebie-nie-wyszla.html [data dostępu: 8 kwietnia 2018 r.].
3 D. Cicha, Mała Polka, która zakpiła z Hitlera, pl.aleteia.org/2017/10/17/mala-polka-ktora-zakpila-z-hitlera-czyli-maria-kwasniewska-maleszewska, 17 października 2017 r. [data dostępu: 8 kwietnia 2018 r.].
4 Polski Komitet Olimpijski, Biografie, Kwaśniewska – Trytko – Koźmińska – Maleszewska Maria Jadwiga, www.olimpijski.pl/pl/bio/1250,kwasniewska-trytko-kozminska-maleszewska-maria-jadwiga.html [data dostępu: 9 kwietnia 2018 r.].
5, 6 Tercet fiński wznawia tradycję Nurmiego. Noii na 14-em miejscu z czasem 32 m. 13 sek., „Przegląd Sportowy”, nr 65, 3 sierpnia 1936 r., s. 1.
7 A. Gronczewska, Marysia z Łodzi i dzieje jej zdjęcia z Hitlerem, które przeszło do historii, plus.nowiny24.pl/historia/a/marysia-z-lodzi-i-dzieje-jej-zdjecia-z-hitlerem-ktore-przeszlo-do-historii,12297049, 26 lipca 2017 r. [data dostępu: 9 kwietnia 2018 r.].
8, 9 Tercet fiński wznawia tradycję Nurmiego…, op. cit., s. 1.
10 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła…, op. cit.
11 Kwaśniewska, Walasiewiczówna i Wajsówna – po zwycięskich walkach, „Przegląd Sportowy”, nr 67, 8 sierpnia 1936 r., s. 4.
12 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła…, op. cit.
13 M. Czapla, Pamięci „Srebrnej Drużyny”. Polscy kawalerzyści na berlińskich igrzyskach w 1936 roku, nowahistoria.interia.pl/ii-rzeczpospolita/news-pamieci-srebrnej-druzyny-polscy-kawalerzysci-na-berlinskich-,nId,1353470, 6 marca 2014 r. [data dostępu: 8 kwietnia 2018 r.].
14, 15 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła…, op. cit.
16 Polski Komitet Olimpijski, Biografie, Kwaśniewska – Trytko – Koźmińska – Maleszewska Maria Jadwiga…, op. cit.
17, 18 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła…, op. cit.
19 A. Gronczewska, op. cit.
20 Polski Komitet Olimpijski, Biografie, Kwaśniewska – Trytko – Koźmińska – Maleszewska Maria Jadwiga…, op. cit.
21 Polski Komitet Olimpijski, Laureaci konkursów Fair Play od 1963 roku, http://www.olimpijski.pl/Media/files/Laureaci_polskich_FP_ver092017.pdf
[dostęp 13.04.2018].
22 Maria Kwaśniewska Maleszewska: Ja bym za siebie nie wyszła…, op. cit.

Sport na stulecie Polska świętuje

Książka „Sportowcy dla Niepodległej” ukazuje się w wyjątkowym roku stulecia odzyskania niepodległości. W całej Polsce podejmowane są inicjatywy, które mają na celu upamiętnienie jubileuszu. Popularnym sposobem na włączenie Polaków do wspólnego świętowania jest organizacja patriotycznych zawodów sportowych. Ambicja i duma, wysiłek i determinacja, jedność i współpraca – wartości, które nieodłącznie kojarzymy ze sportem, są manifestowane przez uczestników narodowych obchodów odzyskania niepodległości przez Polskę.

Sport był jedną z ważniejszych dla Polaków dziedzin życia, która łączyła ich tuż po odzyskaniu niepodległości 100 lat temu – zauważył w marcu 2018 r. dyrektor Biura Programu „Niepodległa” Jan Kowalski. To w latach 1918-21 powstały najstarsze związki sportowe, a dzięki różnym dyscyplinom Polacy mogli kibicować zawodnikom z biało-czerwoną flagą i orzełkiem na piersi. Dlatego możliwość wspólnego świętowania stulecia odzyskania niepodległości poprzez zaangażowanie sportowców i sympatyków różnych dyscyplin wydaje się nieodzownym elementem upamiętnienia jednego z najważniejszych jubileuszów w naszej historii.

Świętowanie na sportowo

Setki lokalnych zawodów, imprezy z udziałem gwiazd sportu, masowe biegi… Każda osoba, dla której aktywność sportowa jest ważną częścią życia, może znaleźć w programie obchodów jubileuszu coś dla siebie. Wydarzeniem na ogromną skalę będzie Narodowy Bieg Stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości od Bałtyku do Tatr – projekt obejmujący kilka imprez w Polsce i zagranicą, z wieloma historycznymi nawiązaniami. W Nepalu odbędzie się tygodniowy supermaraton trwający od wschodu do zachodu słońca. To ma być bieg dla upamiętnienia największych sukcesów Polaków w historii alpinizmu, którzy swymi podbojami rozsławili nasz kraj – podkreślił przewodniczący komitetu organizacyjnego Leszek Cichy.

10 listopada na terenie Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie wystartuje Supermaraton Stulecia w randze mistrzostw Polski. Start o 7.36 dokładnie w setną rocznicę przyjazdu do Warszawy Marszałka na nieistniejący już Dworzec Wiedeński – zapowiadał wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Tomasz Majewski. Poza przeprowadzeniem dwóch supermaratonów, organizatorzy stawiają przed sobą jeszcze jeden cel – chcą, by w stu miastach odbyło się 100 Biegów Niepodległości, w których powinno wziąć udział 100 tys. osób.

Zawody biegowe będą organizowane nawet w najmniejszych polskich gminach i miasteczkach, zgłosiły się też organizacje polonijne w Londynie, Chicago i Nowym Jorku. Wielu uczestników ma osobistą motywację – biegną, by upamiętnić własnych przodków, którzy walczyli o niepodległość. Jedną z takich osób jest 73-letni Edmund Złotek z Żar. Jestem już na emeryturze, ale wciąż próbuję żyć aktywnie – w swoim życiu przebiegłem 19 maratonów. Jako wnuk legionisty chciałbym stulecie odzyskania niepodległości przez Polskę uczcić udziałem w zorganizowanym biegu niepodległościowym. To będzie mój hołd dla dziadka Stanisława!

Puchar Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy
Fot. Krzysztof Sitkowski/KPRP

Puchar od Prezydenta

W 2018 r. sukcesy polskich sportowców wyjątkowo napawają dumą. W styczniu Prezydent Andrzej Duda przekazał związkom i organizacjom sportowym Puchary Prezydenta RP, które będą wręczane w uznaniu wybitnych osiągnięć. Dziękuję za wspaniałych 100 lat sportowych radości i wielkiej dumy – mówił prezydent. Podkreślił, że sportowcy są jednym z filarów budowania silnego polskiego państwa na przestrzeni tych 100 lat. Podczas odradzania polskiego sportu […], pomimo przeciwieństw […], polscy sportowcy zachowali nie tylko hart ducha, ale i wielką odwagę.